Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lotne myśli, giętkie języki, czyli wybrańcy mówią, akt IV

"Wybrańcy, głos ludu" - jak sami czasami o sobie mówią. Samorząd Łomży. Będą z nami przez kilka lat i będą odciskać swoje piętno na naszym mieście. Nawet w dobie wszechobecnych mikrofonów, kamer, aparatów fotograficznych rejestrujących każde słowo i obraz, wiele wzlotów sztuki myślenia i retoryki p
Lotne myśli, giętkie języki, czyli wybrańcy mówią, akt IV


"Wybrańcy, głos ludu" - jak sami czasami o sobie mówią. Samorząd Łomży. Będą z nami przez kilka lat i będą odciskać swoje piętno na naszym mieście.  Nawet w dobie wszechobecnych mikrofonów, kamer, aparatów fotograficznych rejestrujących każde słowo i obraz, wiele wzlotów sztuki myślenia i retoryki potrafi zaginąć gdzieś bezpowrotnie. Postanowiliśmy dołożyć wysiłku i ocalić szczególnie unikalne pomysły, zwroty, refleksje, innowacje wnoszone do języka polskiego.  Wybór jest oczywiście tendencyjny. Ale nie polityczny.

Ulotny i kruchy jest żywot ludzki i związane z nim sukcesy. Nie zawsze z tych samych ust ulatują słowa tak skrzydlate, by stać się swego rodzaju credo, przynajmniej okazjonalnym, Rady Miejskiej Łomży. Pięknie mówiły w kolejnym akcie wiceprzewodnicząca Alicja Konopka i przewodnicząca Bernadeta Krynicka, ale szczególną podbudowę filozoficzną nadał obradom radny Janusz Mieczkowski:

"Nie otwierajmy drzwi otwartych".

Choć naprawdę trzeba docenić także przewodniczącą Bernadetę Krynicką: "Nie widzę. Nie, widzę".

Czwarta odsłona prac dla dobra miasta w wykonaniu samorządu tej kadencji nie miała tak wyraziście indywidualnej dominacji jak poprzednio. Choć oczywiście przewodnicząca Bernadeta Krynicka zadbała o zapisanie się w pamięci odbiorców. Chociażby pewną modyfikację zwrotu, którym dzieży władzę nad radnymi. Było poprzednio: "Proszę się odkliknąć!", a tym razem: "Proszę się wykliknąć!". Niezły sposób na koleżanki i kolegów, którym zdarza się zagalopować znalazła też radna Wanda Mężyńska: " Proszę zdemontować tę nieprawdę!".

Znacznie bardziej stonowany niż wcześniej był także prezydent Mariusz Chrzanowski. Zaledwie ze dwa razy przypomniał swoje "przysłowie osobiste": "Nie powiem...". Poczym, oczywiście, nie zawiódł odbiorców i powiedział. Skupił się tym razem głównie na budowaniu wizerunku miasta - pozytywnego i trzeźwego miasta: " Uważam, że kwota tysiąca złotych na bal bezalkoholowy to była dobra promocja miasta, bo nie wiem czy Pan Przewodniczący o tym wie, ale tego samego dnia w Teleekspresie była informacja na temat balu bezalkoholowego".

Wskazaniem na "Przewodniczącego" prezydent wprowadza na scenę jednego z wybitniejszych tym razem solistów wśród łomżyńskich radnych, Tadeusza Zarembę. On sam określił od razu swój modus operandi: "Nie mam nic przeciwko wszelkim aktom strzelistym!". Jak powiedział, tak budował strzeliste konstrukcje. Z różnych dziedzin. Przede wszystkim odnoszące się do istoty samorządu: "Głosowanie Rady to, co to jest? Podnoszenie nogi, czy ręki?" albo  Doradcy mają tę specyfikę, że doradzają". Świat swoich refleksji radny uczynił zresztą znacznie szerszym niż tylko sprawy lokalne. Nawiązał np. do problemów logistyki i cateringu: "Czy organizacja Orszaku Trzech Króli jako zupełnie spontanicznej uroczystości wymaga dofinansowania i jakiego rodzaju koszty związane są z tym orszakiem. Obawiam się, że może to być tylko poczęstunek. Tak naprawdę, wszystkie inne rzeczy robione są spontanicznie. Druga sprawa - bal bezalkoholowy. Tutaj pozwolę sobie troszkę na złośliwość. Ja rozumiem, że bal alkoholowy wymaga większych składek, ale bezalkoholowy...?". Albo semantyki: "Kolega też wyraził ogromne zainteresowanie, ale jakby uzewnętrznił swoją niemoc w tej kwestii mówiąc, że potencjał tkwi być może po stronie MPGKiM. Tam rozmawiałem również i dalej tego potencjału nie dopatrzyłem się. Czyli zaprzeczeniem potencjału jest inne trochę określenie...".   Albo przybliżał koleżankom i kolegom swoją niebagatelną  rolę w życiu bardzo dużej wspólnoty wyznaniowej (zbyt blisko nie przybliżył): "Naprawdę znam funkcjonowanie Kościoła od dziecka, i to naprawdę na najwyższych szczeblach, które są w Łomży i nie tylko...". Z wyżyn duchowości błyskawicznie powracał do spraw bardziej praktycznych:  "Dane sprawozdawcze dotyczące MPEC-u wskazują, że ceny ciepła wzrastają corocznie w skali nawet dwukrotnie większej niż poziom inflacji, no i oczywiście ten wzrost cen znajduje istotne odzwierciedlenie w czym? We wzroście wydatków na wynagrodzenia i nagrody pracowników spółki...".

Skrzydła pozwalające poruszać się na podobnych wyżynach refleksji, co Tadeusz Zaremba, przypiął tym razem do ramion także radny Witold Chludziński.

"To jest odbijanie pałeczki" - podkreślił  swoje polemiczne intencje . "Te sprawy nabierają światła dziennego..." - dodawał. I w całej serii wypowiedzi rzucał światło dzienne na różne aspekty życia miasta: "Sam zwróciłem się do wydziału promocji o wypożyczenie flag z emblematem miasta Łomża. Otrzymałem tylko cztery flagi. Myślę, że tak jak na miasto, te dwie flagi naprawdę zniknęły...". Ale nie tylko żonglerka flagami skupiała uwagę radnego. I nie tylko: "jakieś bzdeły wymyślone przez radnego Chludzińskiego". Jądra ciemności, dotknął mówca szczerą do bólu refleksją: "Ja, niestety, mieszkam w tym mieście 24 godziny na dobę. Nie kończę pracy o 15. i opuszczam to miasto. A bardzo dużo dzieje się po godzinach pracy, podczas spaceru".

Ból wielogodzinnego przebywania w Łomży zna też np. komendant Straży Miejskiej Bogdan Rutkowski. Okazał się wybitnym autorem "lotnych myśli" i należy tylko ubolewać, że na mównicę wstępuje dosyć rzadko. Tym razem odbiorców podbił odważnym wyznaniem: "Do odśnieżania, czyli użycia łopaty też nie mam przeszkolenia, a czasami odśnieżałem cudze samochody. Do poprawiania znaków, które są skrzywione,  jak gdzieś podjedziemy, też nie mamy przeszkolenia..". I zaraz potem następnym: "Przyznam się, że dziś jadąc tu do pracy samochodem przewiozłem bez fotelika matkę z dzieckiem pod szpital. Przyznaję, nie mam fotelika w samochodzie, ale stała na przystanku, więc nie miałem sumienia nie zabrać...". I jeszcze jednym: "Ja nie mogę już awansować, więc nie awansowałem. Zastępca może awansować, pod warunkiem, że mnie nie będzie".

Goście łomżyńskiego samorządu potrafią wyczuć klimat obrad i coś ciekawego wnieść. Np. Robert Żyliński, szef Suwalskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zaproponował proste "żołnierskie" słowa: preferencyjne warunki, podatek CIT, kompleksy, zbywanie nieruchomości, konkurencyjność, mapa pomocy publicznej, działania systemowe, potencjał kadrowy i finansowy. W tej samej, albo przynajmniej sojuszniczej armii, musiała też przechodzić szkolenie zastępca prezydenta Łomży dr Agnieszka Muzyk. Okazało się, że także potrafi coś rzucić "po żołniersku": zafunkcjonowanie, zaistnienie, samorządy o różnych uwarunkowaniach politycznych, spektrum, atrybut.

Od wojska do służb specjalnych już niedaleko. W tej dziedzinie ciekawą wiedzę i niebanalne spostrzeżenia miał do przekazania radny Wiesław Grzymała: " Jak się do służb specjalnych kieruje taki wniosek, to wydaje mi się, że o tym, co nawet w tej chwili mówimy, o czym rozmawiamy to być może wiedzą służby CIA amerykańskiego, GRU Rosji, Mossadu na pewno wiedzą. No myślę, że CBA też wie, bo jeśli tego typu służby nie wiedzą, to - odwołam się do klasyka - już tylko "kamieni kupa". Jeśli my, takie szerokie gremium, mamy informować instytucję, która powinna wiedzieć, to, albo ja czegoś nie wiem, albo funkcjonujemy w tym państwie jakimś, jakie określiłem już cytując "klasyka".

Podobnie jak radny, też uważamy, że Mossad to debeściaki i wiedzą "na pewno", a nie tylko "być może", co się dzieje w Radzie Miejskiej Łomży. Nie zgadzamy się natomiast z radnym Andrzejem Wojtkowskim, że  "my teraz podważamy organy ścigania".

Chwilami na sali obrad wieje grozą. Radna Bogumiła Olbryś: " Niestety, co i rusz w Polsce słyszymy, że jakaś groźna rasa właściciela swojego zagryzła". Albo erudycją związaną ze światem filmu. Radny Tadeusz Zaremba: "Ptaki jak z Hitchcocka...". Radny Maciej Borysewicz przypomniał z kolei kultowego "Misia": "Nie sposób nie wrócić do zatrudnienia Pana..., który przechodził przypadkowo z tragarzami przy Ratuszu i znalazł pracę...".

Przeważnie jednak jest po prostu miło i przyjaźnie. Jeszcze raz radna Bogumiła Olbryś: "Za takie ładne gesty w stosunku do radnych to Panu się należy... U Pana Prezydenta będzie pewnie i dobra kawa, ale od nas to woda". Oczywiście nie chodziło o ukaranie prezesa Roberta Żylińskiego, tylko danie mu okazji do zwilżenia ust po dosyć długim wystąpieniu.   

Trwa walka między zwolennikami łamania polonistycznych grymasów, którzy uważają, że żyjemy w "roku dwutysięcznym piętnastym", a tymi, którzy wolą po prostu i po polsku: "rok dwa tysiące piętnasty". Są wśród nich radni: Elżbieta Rabczyńska, Janusz Mieczkowski i Zbigniew Prosiński. Trzymajcie się! 

Finałowe słowa, choć nie do końca radosne, należą tym razem do prezydenta Mariusza Chrzanowskiego:" Póki co, na razie my czasu na zabawę nie mamy".

Od redakcji. Wykorzystane cytaty są w zasadzie wiernym zapisem wypowiedzi radnych. W zasadzie, ponieważ język mówiony jednak nieco różni się od pisanego (w grę wchodzi intonacja, mimika, mowa ciała). W żadnym jednak przypadku zmiany nie polegały na "ubarwianiu" cytatów, dodawaniu im elementów ośmieszających mówców, czy usuwaniu ważnych dla logiki wypowiedzi elementów. Celem publikacji nie dyskredytowanie kogokolwiek.          


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama