Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Spółka do śmieci

"Miasto powoła spółkę zarządzającą składowiskiem odpadów" - zapowiadają władze Łomży w komunikacie stronie internetowej Ratusza. Może będzie w tej sprawie konieczna nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej. - Musimy być gotowi na konsekwencje - mówi prezydent Mariusz Chrzanowski.
Spółka do śmieci

"Miasto powoła spółkę zarządzającą składowiskiem odpadów" - zapowiadają władze Łomży w komunikacie stronie internetowej Ratusza. Może będzie w tej sprawie konieczna nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej. - Musimy być gotowi na konsekwencje - mówi prezydent Mariusz Chrzanowski.

Zaległości i zaniedbania

Wysypisko śmieci w Czartorii koło Miastkowa, z którego korzysta miasto, prowadzone jest od lat przez Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Firma ta ma status "zakładu budżetowego". W myśl przepisów o odpadach, jakie zostały uchwalone już dwa lata temu, tego rodzaju podmiot z sektora finansów publicznych nie może zarządzać składowiskiem.

"Z dniem 23 stycznia br. straci ważność decyzja zatwierdzająca instrukcję eksploatacji składowiska, wydana przez Urząd Marszałkowski. Ponieważ składowiska mogą prowadzić tylko spółki prawa handlowego, prowadzące je dotychczas MPGKiM nie może ubiegać się ponownie o wydanie takiej decyzji. Brak ważnej decyzji zatwierdzającej instrukcję eksploatacji składowiska może spowodować jego zamknięcie i konieczność wywozu śmieci z Łomży oraz okolicznych gmin, które przystąpiły do projektu „Budowa systemu gospodarki odpadami komunalnymi”, na zastępcze składowisko. Wiązać się to może z konsekwencjami finansowymi wobec miasta spowodowanymi wzrostem kosztów wywozu śmieci i roszczeniami firm wywozowych, a w dalszej kolejności utratą dofinansowania unijnego na powyższy projekt" - powagę sytuacji przedstawia dokładnie komunikat łomżyńskiego Ratusza.

- Zaniedbania ze strony miasta są ogromne - uważa prezydent Mariusz Chrzanowski, dla którego problem jest pierwszym tak trudnym sprawdzianem z rządzenia miastem.

Nawet jednak nowe władze Łomży nie korzystają w tym przypadku z najprostszego wytłumaczenia: To wina poprzedników. Choć odkładanie rozstrzygnięć rzeczywiście obarcza w znacznej mierze prezydenta Mieczysława Czerniawskiego i jego ekipę.

Fatalny splot

Spółka do zarządzania wysypiskiem, na którym realizowany był z unijnym dofinansowaniem projekt budowy Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów, powinna powstać w ubiegłym roku. W pierwszych miesiącach nie udało się jednak jednoznacznie ustalić - nie z winy miasta - czy utworzenie tego nowego podmiotu i przekazanie mu zarządu nad składowiskiem będzie zgodne z unijnymi regułami. Ryzyko było duże - ewentualne utrata dotacji, może także jakieś kary. Trwała wymiana korespondencji, rozmowy. Jasnej odpowiedzi nie było.

Potem sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej, bo do niejasności formalnych i finansowych dołączyła się jeszcze polityka i problem z karą dla MPGKiM za nieprawidłowości przy przyjmowaniu odpadów z ostrołęckiej firmy MPK. Polityka to oczywiście początek kampanii przed wyborami samorządowymi. Prezydent Mieczysław Czerniawski nie chciał zbierać kolejnych batów za tworzenie nowej spółki z jakimś szefem i radą nadzorczą, czyli nakładami finansowymi i decyzjami personalnymi. Innym wyjściem - tańszym i szybszym - byłoby przekazanie zarządzania składowiskiem już istniejącej spółce miejskiej. A są takie w Łomży tylko trzy: Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji oraz Park Przemysłowy Łomża. Dwie pierwsze praktycznie nie wchodziły w grę, ponieważ mają wystarczająco dużo pracy z wypełnianiem swoich podstawowych obowiązków. PPŁ budził za to zbyt wiele emocji. Dla radnych opozycji od wielu miesięcy był to jeden z głównych "batów" na prezydenta: za sposób utworzenia spółki, nakłady na nią ponoszone, rozstrzygnięcia personalne.

Perspektywa wysokiej kary wisząca nad przedsiębiorstwem przez kilka miesięcy, kiedy trwało rozpatrywanie sprawy w Urzędzie Marszałkowskim i Samorządowym Kolegium Odwoławczym także gmatwało problem.

Ostatecznie determinacji zabrakło. Problem został odłożony na "po wyborach", a jeszcze przed nimi okazało się, że od kary nie udało się dyrektorowi MPGKiM wybronić. Mieczysław Czerniawski wszczął procedurę odwołania Arkadiusza Kułagi. A cały problem "przeterminowanej spółki" dostał się w spadku prezydentowi Mariuszowi Chrzanowskiemu.

Szybko czy spokojnie

Z powagi sytuacji nowy włodarz miasta zdał sobie sprawę bardzo szybko. W początkach tego roku spotkał się z szefostwem MPGKiM.

- Podjąłem decyzję o rozwiązaniu stosunku pracy z dyrektorem przedsiębiorstwa - poinformował prezydent Mariusz Chrzanowski. - Argumentacja wykorzystana w wypowiedzeniu przez mojego poprzednika okazała się słuszna.

Prezydent, do którego 12 stycznia dołączył także zastępca Andrzej Garlicki, rozmawiał w Urzędzie Marszałkowskim w sprawie unijnych "uwarunkowań" sytuacji składowiska.

- Rozważamy dwa warianty rozwoju sytuacji: działania jak najszybsze ze zwołaniem nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej i podjęciem decyzji w trybie pilnym albo odłożenie wszystkiego w czasie i spokojne rozstrzygnięcie za kilka miesięcy. W obu przypadkach miastu mogą grozić konsekwencje - zapowiedział Mariusz Chrzanowski.

Zapewnił, że problemowi poświęca przede wszystkim swoją uwagę zastępca Andrzej Garlicki, trwają konsultacje z prawnikami i ekspertami.

Jedną decyzję władze miasta już chyba podjęły. W żadnym komunikacie pisemnym i ustnym nie ma już śladu rozważań czy do zarządzania składowiskiem mógłby zostać wyznaczony istniejący już podmiot.

- Podjęliśmy już prace nad powołaniem nowej spółki - stwierdził prezydent Mariusz Chrzanowski.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama