Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 14 stycznia 2026 13:58
Reklama
Reklama

Konferencja w Zambrowie: Minister Krajewski reaguje na groźby i akt wandalizmu - [VIDEO]

Minister Stefan Krajewski zabrał głos na konferencji prasowej w Zambrowie po akcie wandalizmu pod jego domem oraz pojawiających się groźbach wobec jego rodziny. W swoim wystąpieniu podkreślił, że narastająca agresja i zastraszanie nie mogą być akceptowane w demokratycznym społeczeństwie.
Konferencja w Zambrowie: Minister Krajewski reaguje na groźby i akt wandalizmu - [VIDEO]

 

Polityka przyzwyczaiła nas do ostrych słów, transparentów i emocji wylewanych na ulicach. Przyzwyczaiła też do symbolicznych gestów, które mają poruszać sumienia i kamery. Ale są granice, których przekroczenie zmienia protest w coś znacznie groźniejszego.

Taką granicą, jak podkreśla minister rolnictwa Stefan Krajewski, jest próg prywatnego domu.

– Rozumiem protest rolników i ich obawy związane z umową Unii Europejskiej z krajami Mercosur. Rozumiem także happeningi, nawet te mocne w przekazie, jeśli odbywają się w przestrzeni publicznej – podkreślał minister podczas konferencji prasowej zorganizowanej w jego rodzinnym mieście w Zambrowie.

Minister, odnosząc się do piątkowego protestu rolników w Warszawie przeciwko umowie UE–Mercosur, zaznacza, że rozumie obawy środowisk rolniczych. Rozumie również formy protestu w przestrzeni publicznej nawet te ostre w przekazie, jak happeningi, wieńce czy znicze składane pod biurami poselskimi. Jak mówi, biuro poselskie jest miejscem publicznym i tam taka forma sprzeciwu mieści się jeszcze w granicach demokratycznego sporu.

Granica została jednak – w jego ocenie – jednoznacznie przekroczona, gdy działania przeniosły się pod prywatny adres.

– Brutalnie została zaatakowana moja rodzina. Wylano gnojowicę nie tylko na drogę publiczną, ale również na posesję. Doszło do gróźb karalnych, w tym gróźb pozbawienia życia. To nie jest protest, to jest przemoc – stwierdził minister Stefan Krajewski.

Jak podkreśla, nie był to już protest wymierzony w polityka, lecz atak na rodzinę, żonę, dzieci i sąsiadów, którzy zostali wciągnięci w konflikt, z którym nie mieli nic wspólnego.

W swoich wypowiedziach minister Krajewski mocno akcentuje fakt, że miejsce zamieszkania nie jest przestrzenią publiczną, a on sam nie prowadzi tam żadnej działalności politycznej. 

– To miejsce służy mi wyłącznie do życia. Została naruszona prywatność, mir domowy, bezpieczeństwo mojej żony, dzieci i sąsiadów. Na to zgody nie było i nie będzie – wyraził to stanowczo podczas konferencji.

Minister zwraca też uwagę, że zatrzymany mężczyzna, według posiadanych informacji, nie jest rolnikiem i nie prowadzi działalności rolniczej, co jego zdaniem czyni nadużyciem przedstawianie całej sprawy jako „rolniczego protestu”. W tym kontekście apeluje, by nie mylić realnych postulatów rolników z działaniami osób, które – jak mówi – szukają rozgłosu i eskalacji.

- Dlatego mówienie, że to działanie rolników walczących o swoje interesy, jest nieprawdą. Granica została przekroczona – dodał zdecydowanie minister rolnictwa.

W tle pojawia się również ostrzeżenie przed spiralą politycznej agresji. Stefan Krajewski wskazuje, że publiczne podsycanie emocji, nawoływanie do linczu i dehumanizacja przeciwników mogą prowadzić do tragedii. Przywołuje historyczne przykłady, które pokazują, że droga od słów do czynów bywa bardzo krótka.

– Nie chodzi o odwet. Chodzi o to, by taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła. Sprawca musi ponieść konsekwencje, bo tylko krok dzieli słowa od tragedii – zapowiada Stefan Krajewski.

Jednocześnie minister podkreślał, że nie zamierza ulec zastraszaniu. Nie mówi o odwecie, lecz o konieczności jasnego sygnału: takie działania muszą spotkać się z reakcją państwa i konsekwencjami prawnymi, by nie stały się inspiracją dla kolejnych „pseudo-bohaterów”.

I właśnie w tym miejscu sprawa przestaje być jedynie bieżącym sporem politycznym. Staje się pytaniem o fundamenty debaty publicznej. Protest nawet radykalny jest częścią demokracji. Ale demokracja nie obejmuje prawa do straszenia rodzin, naruszania miru domowego i przenoszenia gniewu z instytucji na ludzi prywatnych.

Dla samych rolników to moment szczególnie istotny, bo każda taka akcja nie wzmacnia ich argumentów w sprawie Mercosur, lecz je osłabia, przesuwając uwagę opinii publicznej z treści umowy na formę protestu. Zamiast rozmowy o realnych zagrożeniach dla rynku rolnego, zostaje obraz strachu i chaosu.

Spór polityczny może być ostry. Może być głośny. Może nawet boleć. Ale jeśli zaczyna się pod czyimś domem, to nie jest już spór. To sygnał alarmowy.

Odpowiedzialność karna 35-latka, w tym ewentualne zagrożenie dla zdrowia ludzi i środowiska, zostanie oceniona po badaniach laboratoryjnych. Grozi mu do pięciu lat więzienia. To jest wymiar prawa. Twardy, zero-jedynkowy, bez metafor.

Ale równolegle toczy się drugi proces, społeczny i polityczny. Od 9 stycznia rolnicy w Polsce i w innych krajach Europy wychodzą na ulice, bo czują, że Mercosur nie jest dla nich abstrakcyjną umową handlową, lecz realnym zagrożeniem: dla cen, dla konkurencyjności, dla przyszłości gospodarstw. Zniesienie ceł między UE a Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem oznacza bowiem jedno: presję, której wielu europejskich rolników może nie udźwignąć.

I tu wracamy do punktu wyjścia. Protest jest językiem demokracji. Strach jej porażką.
Jeśli gniew wynikający z realnych obaw zostanie przechwycony przez emocje, radykalizm i potrzebę „mocnego obrazu”, wtedy dyskusja o Mercosur zniknie pod warstwą gnojowicy, a racje rolników przestaną być słyszalne.

W polityce – jak w środowisku – skażenie najłatwiej się rozlewa. Najtrudniej potem oczyścić przestrzeń, w której miała toczyć się rozmowa.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama