Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 17 czerwca 2026 20:23
Reklama
Reklama

Nar(e)wani Sportowcy – Hubert Sulewski - [VIDEO]

Gościem programu „Nar(e)wani Sportowcy” był HUBERT SULEWSKI, zawodnik MMA i reprezentant Fight Club Łomża. W rozmowie z Łukaszem Sobieszukiem opowiedział o zwycięstwie na gali Kings Arena 3, przygotowaniach do walki z Patrykiem Duńskim, planach na kolejne pojedynki i kulisach zawodowego MMA.
Nar(e)wani Sportowcy – Hubert Sulewski - [VIDEO]

Hubert Sulewski: Czuję się dobrze. Po walce miałem chwilę luźniejszego czasu i dopiero wtedy sprawdziłem, jak wysoko Patryk był w rankingach. Nie robiłem tego wcześniej, żeby nie dokładać sobie presji. Okazało się, że był szesnasty w Polsce, a zawodnicy przed nim są dziś wysoko w KSW. To pokazuje, z jak mocnym rywalem walczyłem.

Ktoś, kto zobaczył samą walkę, mógłby pomyśleć, że poszło łatwo, ale to raczej efekt mojego przygotowania, dobrego planu i tego, że był to mój dzień. Tym bardziej że po drodze były problemy: przeziębienie i kłopot ze zrobieniem wagi.

Łukasz S.: Patryk miał duże doświadczenie. Walczyliście już wcześniej?

Hubert Sulewski: Tak, spotkaliśmy się w 2018 roku. Wtedy to była jego jedenasta walka, a moja trzecia. Skończyło się remisem, więc teraz miał okazję do rewanżu. Od tamtego czasu obaj przeszliśmy długą drogę.

Ł.S.: W walce wyglądałeś bardzo pewnie. Najpierw sprowadzenie, później mocne trafienie na korpus i zakończenie serią ciosów. Taki był plan?

H.S.: Częściowo. Przed walkami dużo wizualizuję i często widziałem w głowie poddanie, zwłaszcza trójkąt rękoma. Chciałem tego spróbować, bo rok wcześniej poddałem Patryka na zawodach parterowych. Wiedziałem jednak, że jest dobry w parterze, więc nie chciałem się spinać na siłę.

Główny plan zakładał stójkę i pracę na tułów. Patryk miał wcześniej złamane żebro, a nawet jeśli uraz się zagoił, to zawodnik pamięta takie miejsce. Chcieliśmy mieszać dół z górą. To pokazuje, że MMA to nie tylko wymiana ciosów – za walką stoi analiza, taktyka i próba przechytrzenia przeciwnika.

Ł.S.: Patrząc na Twój rekord, widać dużo zwycięstw przez nokaut i techniczny nokaut. Bardziej czujesz się strikerem czy grapplerem?

H.S.: Czuję się pełnoprawnym zawodnikiem MMA. W statystykach jest chyba błąd, bo jedną walkę wygrałem przez trójkąt rękoma. Ale nie chcę mówić, że jestem tylko strikerem albo grapplerem. Ze stójkowiczami potrafię walczyć w stójce, z parterowcami w zapasach i parterze.

Zapasy są dla mnie ważną podstawą, bo kiedy trzeba opanować sytuację, dają więcej czasu niż stójka, gdzie wszystko dzieje się bardzo szybko.

Ł.S.: To Twoja druga walka dla Kings Arena i drugie zwycięstwo. Chcesz zostać w tej organizacji na dłużej?

H.S.: Jest taki plan, żebym zrobił tam jeszcze kilka walk. Nie mamy podpisanego konkretnego kontraktu, ale Kings Arena jest organizacją mojego menadżera, więc łatwiej układać pojedynki i dobierać rywali. Jeśli później odezwie się większa organizacja, będziemy rozmawiać.

Nie chcę jednak za bardzo wybiegać w przyszłość. Walka jest dla mnie sprawdzianem tego, co robię codziennie na treningach. Chcę bić się z coraz lepszymi rywalami i w dobrych warunkach. W Kings Arena cenię to, że zawodnik jest traktowany profesjonalnie i może skupić się na walce.

Ł.S.: Czy są już rozmowy o kolejnym pojedynku?

H.S.: Po walce padł pomysł, że następna mogłaby być w grudniu. Kings Arena planuje jeszcze gale w tym roku. Ze względu na sprawy rodzinne grudzień wydaje się najbardziej realny, choć jeśli wcześniej pojawi się dobra okazja, odpowiedni rywal albo dobre warunki, to zobaczymy.

Muszę też dać organizmowi odpocząć. Ostatnio zabrakło mi 900 gramów do limitu, a to była konsekwencja dwóch obozów jeden po drugim. Na co dzień jestem dużo cięższy i do walki zbijam około 17 kilogramów.

Ł.S.: Wcześniej miałeś dłuższą przerwę od zawodowych walk. Z czego ona wynikała?

H.S.: Nie z braku treningu – cały czas byłem w gazie. Problemem były organizacje i niedomówienia. Miałem sytuację, że przygotowywałem się do walki wieczoru z mocnym rywalem, byłem na obozie w Łodzi, a tydzień przed walką okazało się, że organizacja nie ma pieniędzy na pojedynek. A ja już zapłaciłem za wyjazd, hotel, treningi.

Później były kolejne obietnice bez konkretów. W pewnym momencie człowiek zaczyna wątpić. Dopiero współpraca z Rafałem Postelnikiem, moim menadżerem, dała mi nowy impuls. Teraz wiem, że potrzebuję jasnej sytuacji i kontraktu, żeby mieć spokój, że walka naprawdę się odbędzie.

Ł.S.: Na Kings Arena 3 sporo mówiło się też o wygranej Mateusza Kisielowskiego z Danielem Skibińskim. Zaskoczyło Cię to?

H.S.: Nie. Przed walką mówiłem, że nie zdziwię się, jeśli Mateusz wygra. To bardzo dobry zawodnik, ma ciekawy styl, luz i charyzmę. Dobrze się go ogląda.

Daniel Skibiński to z kolei duże nazwisko w polskim MMA, kiedyś był bardzo wysoko i mówiło się o UFC. Ale w sporcie psychologia ma ogromne znaczenie. Jedna przegrana, kontuzja czy blokada mogą zmienić bardzo dużo. Sam miałem momenty, kiedy walczyłem zbyt zachowawczo. Czasem trzeba mniej analizować, a bardziej zaufać temu, co tysiące razy robiło się na treningu.

Ł.S.: Czy jesteś abstynentem?

H.S.: Nie całkowitym, ale piję bardzo rzadko – może trzy razy do roku i raczej symbolicznie. Przed walką nie ma o tym mowy. Jeśli mam trzy miesiące przygotowań, to nie wypiję nawet łyka piwa.

Po walce człowiek czasem myśli, że wreszcie może sobie pozwolić, ale potem okazuje się, że wcale tak bardzo tego nie potrzebuje. Po ostatniej walce wypiłem dwa piwa i pomyślałem, że równie dobrze mogłem ich nie pić.

Ł.S.: Wśród zawodników MMA jest dużo abstynentów?

H.S.: Różnie. Są zawodnicy, którzy nie piją w ogóle, i są tacy, którzy podchodzą do tego luźniej. Tak jest pewnie w każdej dyscyplinie. Każdy odpowiada za swoje decyzje i za to, jak wpływają na formę.

Krótka seria pytań

Ł.S.: Po dwóch wygranych walkach przyszedł czas na zasłużone wakacje?

H.S.: Tak.

Ł.S.: W przyszłości nie wykluczasz przejścia do wagi półśredniej?

H.S.: Nie wykluczam.

Ł.S.: Większy stres sprawia Ci występ przed kamerą niż wejście do klatki?

H.S.: Nie.

Ł.S.: Patryk Kaczmarczyk to najlepszy zawodnik, z jakim walczyłeś zawodowo?

H.S.: Nie. Myślę, że Damian Rzepecki. Patrząc na to, jak się rozwija, uważam, że może trafić do UFC. Nie umniejszam Patrykowi, bo to mocny zawodnik, ale UFC i KSW to jednak różne poziomy.

Ł.S.: Iwo Baraniewski w kolejnym pojedynku w UFC mógłby zmierzyć się z rywalem ze ścisłej czołówki?

H.S.: Tak, ale myślę, że mogą go jeszcze spokojnie prowadzić. Jest młody, a w cięższych kategoriach można walczyć dłużej. Nie ma potrzeby się spieszyć. Lepiej budować go krok po kroku, żeby nabierał doświadczenia i siły.

Ł.S.: Hubert, dziękuję za rozmowę.

H.S.: Dziękuję również.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama