Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 13 lipca 2026 22:30
Reklama
Reklama
Osadzeni z Czerwonego Boru od roku wspierają szpital i ośrodek jeździectwa, oszczędzając placówce setki tysięcy złotych i rozwijając hipoterapię dla dzieci.

Osadzeni z Czerwonego Boru od roku wspierają szpital i ośrodek jeździectwa - [VIDEO]

Od roku osadzeni z Zakładu Karnego w Czerwonym Borze wykonują prace porządkowe i remontowe na rzecz Szpitala Wojewódzkiego w Łomży oraz Ośrodka Jeździectwa w Kisielnicy. Dzięki tej współpracy placówka medyczna oszczędza setki tysięcy złotych, a ośrodek może rozwijać hipoterapię dla dzieci. Właśnie podpisano kolejną umowę, która przedłuża projekt na następny rok.
Osadzeni z Czerwonego Boru od roku wspierają szpital i ośrodek jeździectwa - [VIDEO]

Jak podkreśla pułkownik Zbigniew Jankowski, dyrektor zakładu karnego, osadzeni wykonują przede wszystkim podstawowe prace porządkowe i remontowe.

— To są przeważnie prace porządkowo-remontowe. Proste, ale bardzo potrzebne dla tych instytucji. Skazani czyszczą teren z niepotrzebnej zieleni, kładli kostkę brukową na terenie szpitala, pomagali w remontach obiektów. To podstawowe, ale ważne prace — mówi.

Dodaje, że projekt ma ogromne znaczenie dla procesu resocjalizacji.

— To jest proces adaptacji, przygotowania do opuszczenia jednostki. Praca na rzecz społeczeństwa buduje właściwą postawę, pokazuje, że są inne rzeczy, które można robić oprócz łamania prawa. To edukacja i nauka.

Szpital Wojewódzki w Łomży jest właścicielem Ośrodka Jeździectwa w Kisielnicy, który prowadzi hipoterapię dla dzieci z niepełnosprawnościami. Dyrektor placówki, Dariusz Domasiewicz, podkreśla wyjątkowość tego miejsca.

— To ewenement na skalę kraju, żeby szpital dysponował ośrodkiem jeździectwa, dziesięcioma końmi i trzema alpakami. To wszystko służy dzieciom w ramach rehabilitacji. Hipoterapia jest ważnym elementem leczenia, ale też daje kontakt z przyrodą i zwierzętami — mówi.

Jak dodaje, utrzymanie ośrodka jest kosztowne, a pomoc osadzonych ma ogromne znaczenie.

— Dzięki uprzejmości pana dyrektora mamy dostęp do pracowników, za których nie płacimy. To sześć hektarów terenu, który wymaga stałej pracy. Przez rok bardzo się tu zmieniło — to wprost ich zasługa. Szpital nie byłby w stanie udźwignąć takich kosztów. Mówimy o blisko milionie złotych oszczędności — podkreśla.

Domasiewicz zwraca uwagę, że praca osadzonych ma również wymiar społeczny i resocjalizacyjny.

— To nie jest tylko odsiedzenie godzin. Oni czują misję tego miejsca, wiedzą, że pracują dla dzieci, które doświadczył los. To motor napędowy ich pracy. Są pełnowartościowymi pracownikami, za co bardzo dziękujemy.

Współpraca będzie kontynuowana — podpisano kolejną roczną umowę. Osadzeni pracują w Kisielnicy wiosną, latem i jesienią, a zimą wykonują prace na terenie szpitala, który zajmuje 17 hektarów. Transport zapewnia szpital, który codziennie dowozi i odwozi pracowników, dbając o pełne zaplecze socjalne i BHP.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama