Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 3 listopada 2026 18:29
Reklama
Reklama

Łomżyniacy ratują zabytki cmentarne. Pamięć przechodzi z rąk do rąk - [VIDEO]

Jedni przychodzą z kwestarską puszką od kilkudziesięciu lat, inni dopiero uczą się ją trzymać. Przy bramach zabytkowego cmentarza przy ulicy Kopernika spotykają się kolejne pokolenia ludzi przekonanych, że o przeszłość trzeba dbać wspólnie. Po dwóch dniach tegorocznej kwesty „Ratujemy łomżyńskie zabytki cmentarne” Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej poinformowało o zebraniu ponad 71,5 tys. zł. Zbiórkę zaplanowano również na Zaduszki.
Łomżyniacy ratują zabytki cmentarne. Pamięć przechodzi z rąk do rąk - [VIDEO]

Tydzień temu przywoływaliśmy słowa Norwida, że przeszłość jest dzisiejszym dniem, tylko nieco dalszym. W listopadowy weekend na cmentarzu przy ulicy Kopernika ten dystans skrócił się do ludzkiego gestu. Do dłoni wyciągniętej z datkiem, do opowieści przy rodzinnym grobie, do chłopców stojących z kwestarskimi puszkami obok dziadków.

Przed obchodzącą 225-lecie nekropolią spotkali się ludzie, którzy przyszli odwiedzić swoich zmarłych i pomóc zachować pamięć o cudzych. Bo z czasem ubywa tych, którzy potrafią rozpoznać twarz na fotografii i dopowiedzieć historię do nazwiska. Zostaje kamień. I nasza odpowiedzialność, by można było jeszcze z niego czytać.

We Wszystkich Świętych na cmentarz wraca się do swoich. Do rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Niekiedy z drugiego końca miasta, niekiedy z drugiego końca Polski. Odwiedzający łomżyńską nekropolię ponownie pokazali, że obok pamięci o najbliższych jest miejsce na troskę o groby ludzi, których osobiście nigdy nie poznali.

Przez trzy dni tegorocznej kwesty na zabytkowej nekropolii przy ul. Kopernika w Łomży ponad stu kwestujących zebrało 79 531,75 zł. To pieniądze na ratowanie kolejnych nagrobków i świadectwo zaufania do pracy Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.

Najwięcej darczyńcy przekazali 1 listopada. Do puszek trafiło wówczas 61 923,64 zł.

– I znowu z wielkim ukontentowaniem kłaniamy się w pas wszystkim, którzy odwiedzając zabytkową nekropolię przy ul. Kopernika w Łomży zostawili w kwestarskich puszkach ni mniej ni więcej tylko 61 923,64 złotych – podsumował Wawrzyniec Kłosiński, wiceprezes TPZŁ.

Po dwóch dniach zbiórki na koncie kwesty było 71 549,07 zł. W poniedziałek 2 listopada, w Dzień Zaduszny, darczyńcy dołożyli 7 982,68 zł, a także 1 euro i 55 lirów tureckich.

Tegoroczny wynik przewyższył o 9 335,20 zł rezultat trzydniowej kwesty z 2024 roku, podczas której zebrano 70 196,55 zł. Pozostał jednak poniżej ponad 82 tys. zł, o których TPZŁ informowało w podsumowaniu zbiórki w 2025 roku.

Za każdą z tych kwot stoją ludzie, którzy podczas odwiedzin grobów bliskich pamiętają także o wspólnym dziedzictwie Łomży.

Wystarczy przekroczyć bramę

Prezes TPZŁ Józef Babiel zwracał uwagę, że osoby przychodzące na cmentarz dobrze znają cel zbiórki. Wielu odwiedzających przygotowuje datek jeszcze przed spotkaniem z wolontariuszami. Za cmentarną bramą można zobaczyć, na co przeznaczane są pieniądze.

– Kiedy przekroczą bramę cmentarza, to przekonają się, że warto – mówił Józef Babiel.

Odnowione nagrobki i pozostałe zabytkowe elementy nekropolii są widocznym rezultatem wspólnego wysiłku darczyńców, organizatorów i konserwatorów. Prezes podkreślał, że te prace są możliwe właśnie dzięki pieniądzom zbieranym do puszek.

W tym roku kwestującym sprzyjała pogoda. Jak zauważał Babiel, wolontariusze mają za sobą dyżury w najróżniejszych warunkach, dlatego spokojna aura była ważnym wsparciem.

O znaczeniu spotkań towarzyszących zbiórce mówił także Dariusz Domasiewicz, radny Rady Miejskiej Łomży i dyrektor Szpitala Wojewódzkiego.

– Mamy jak co roku okazję zebrać datki właśnie na ratowanie naszego zabytkowego cmentarza, ale tak naprawdę też wymienić z naszymi mieszkańcami kilka słów – podkreślał.

Duża liczba odwiedzających i hojność darczyńców dawały mu nadzieję na bardzo dobry wynik tegorocznej akcji. Jak zaznaczał, większa suma oznacza możliwość wykonania kolejnych prac i przywracania świetności najcenniejszym pomnikom.

Łomżyński obowiązek

Dla wielu wolontariuszy listopadowy dyżur jest stałym punktem kalendarza. Nie trzeba o nim przypominać ani szczególnie do niego przekonywać.

Marek Olbryś, radny sejmiku województwa podlaskiego i dyrektor Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Łomży, mówił, że od prawie trzydziestu lat stara się uczestniczyć w kweście każdego roku.

– To jest nasza powinność, ale myślę, że taka duma, że jesteśmy w tym dniu jednością i taką wspólnotą mieszkańców Łomży, sympatyków, rodzin – wyjaśniał.

W jego wypowiedzi powracało przekonanie, że mieszkańcy mają swój „łomżyński obowiązek”: zachowywać pamięć o tych, którzy tu żyli, pracowali i współtworzyli miasto. Odpowiedzialność za przeszłość łączył z odpowiedzialnością za przyszłość miejsca, które kolejne pokolenia nazywają domem.

Podobnie o swoim udziale mówił kwestarz Jerzy Brzeziński. Z puszką przy łomżyńskiej nekropolii staje od około dwudziestu lat.

– Tu spoczywają ludzie, którzy wnieśli coś w rozwój tego miasta. Ludzie bliscy naszym sercom – podkreślał.

Dla niego zbiórka jest troską o świadectwo tożsamości narodowej, społecznej i regionalnej. Obecność przy cmentarnej bramie to sposób upominania się o pamięć tych, którzy sami już nie mogą tego zrobić.

Odpowiedzialność za przeszłość

Bogumiła Olbryś zwracała uwagę na upływ czasu i konieczność systematycznego odnawiania pomników. Przypominała o ludziach zasłużonych dla Łomży, ziemi łomżyńskiej i kraju. Podkreślała, że troska o ich miejsca spoczynku pozwala zachować pamięć także dla osób przyjeżdżających z daleka, w tym spoza Polski.

Najmłodsi też mają swój dyżur

Szczególne miejsce w tegorocznym podsumowaniu zajęli najmłodsi wolontariusze. Leon i Piotr Pędzińscy kwestowali z dziadkami, Anną i Waldemarem. Dla chłopców to już rodzinna tradycja.

– Rosną chłopcy, są z nami, pamiętają o tym, pytają: „Dziadku, czy w tym roku też będziemy razem z wami?” – opowiadał lekarz Waldemar Pędziński.

Wspólne kwestowanie udaje się organizować już trzeci rok. Dziadek traktuje je jako przekazywanie wartości najmłodszemu pokoleniu. Sam zamieszkał na stałe w Łomży w 1994 roku i, jak wspominał, szybko został zaproszony do grona kwestujących. Nie trzeba było go namawiać. Od tamtej pory stara się uczestniczyć w zbiórce co roku.

Wawrzyniec Kłosiński z ciepłym humorem opisał wytrwałość chłopców, którym pod koniec dyżuru coraz trudniej było utrzymać puszki. Mali kwestarze zastanawiali się przy tym, dlaczego nie wszyscy wchodzący na cmentarz wykupują „bilety wstępu”. W tej dziecięcej interpretacji dobrowolnej zbiórki było coś ujmującego. Dla chłopców pomaganie stało się już naturalną częścią odwiedzin na cmentarzu, czymś, co robi się razem z dziadkami.

Przy puszce spotykają się różni ludzie

W Zaduszki o znaczeniu wspólnej troski o nekropolię mówił minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski. Zwracał uwagę szczególnie na groby osób, które nie mają już bliskich mogących zadbać o ich miejsce spoczynku. W takich przypadkach opiekę nad śladami ich życia podejmuje lokalna społeczność.

– To jest niezwykle ważna, potrzebna inicjatywa. Też inicjatywa, która cieszy się działaniem ponad podziałami politycznymi, bo z każdego ugrupowania, z każdej opcji możemy tu spotkać polityków, działaczy samorządowych, społecznych. I dobrze, że tak się dzieje od lat – podkreślał Stefan Krajewski.

Minister dziękował wszystkim wspierającym zbiórkę. Zaznaczał, że wiele nagrobków udało się już odnowić i uratować, a kontynuowanie tych prac jest możliwe dzięki kolejnym datkom.

– Każdy grosz się liczy i ważne, że te pieniądze się pojawiają co roku – mówił Stefan Krajewski.

Jacek Piorunek, członek zarządu województwa podlaskiego, szacował, że sam kwestuje od około dwudziestu pięciu lat. Udział w zbiórce również uważa za obowiązek. Zwracał uwagę, że przy cmentarzu spotykają się osoby o różnych poglądach i doświadczeniach, gotowe wspólnie pracować na rzecz zabytkowej nekropolii.

– Chcą wspólnie działać na rzecz tego cmentarza – podkreślał.

Zachęcał również, aby odwiedziny nie kończyły się wyłącznie na rodzinnych grobach. Warto znaleźć czas na poznanie zabytków, dostrzeżenie historycznych i artystycznych szczegółów oraz śladów różnych tradycji wyznaniowych. Dziękował Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej za konsekwencję w organizowaniu zbiórki i przypominaniu mieszkańcom o potrzebie ochrony tego dziedzictwa.

Od lat z kwestarskimi puszkami stają lekarze, aktorzy, nauczyciele, księża, harcerze, dziennikarze, samorządowcy i przedstawiciele wielu innych zawodów. Obok osób aktywnych zawodowo emeryci, obok doświadczonych społeczników najmłodsi, którzy przychodzą z rodzicami i dziadkami. Łączy ich przywiązanie do Łomży i przekonanie, że wspólna pamięć potrzebuje także ich czasu i troski.

Wracają z daleka

Na łomżyński cmentarz wracają także ci, których życie zaprowadziło daleko od rodzinnego miasta. Wśród odwiedzających byli goście z Krakowa, Kamienia Pomorskiego, Pruszcza Gdańskiego, Olsztyna, Białegostoku, Gorzowa Wielkopolskiego i Jeleniej Góry. Pokonywali nieraz setki kilometrów, by znów stanąć przy grobach bliskich.

Część tych osób, choć od dawna mieszka gdzie indziej, nadal uczestniczy w trosce o łomżyńską nekropolię.

Dla organizatorów ważne było także zaplecze całego przedsięwzięcia. Szczególne podziękowania należą się dyrekcji i zespołowi Teatru Lalki i Aktora w Łomży. To tam od lat znajduje gościnę sztab kwesty, który może spokojnie wykonywać swoją pracę.

– To jest profesjonalizm, to jest wspaniały przykład na to, że jesteśmy cząstką świata, zmieniającą ten świat. Pro publico bono… – podkreślił Wawrzyniec Kłosiński, wiceprezes TPZŁ.

Podsumowując 1 listopada, organizatorzy dziękują za życzliwość, przyjaźń i otwarte serca. Był to drugi dzień zbiórki, więc na ostateczny wynik trzeba było jeszcze poczekać.

Żeby można było jeszcze przeczytać

Przed tygodniem pisaliśmy o kruszejących pomnikach i blaknących inskrypcjach. Dziś do tej opowieści dopisujemy twarze ludzi, którzy zatrzymali się przy kwestarskich puszkach. Z ich datków będzie można ocalić kolejne ślady czyjegoś życia. Spod warstw czasu znów wyłoni się nazwisko, data, kilka słów pożegnania, wystarczająco dużo, by ktoś przystanął i zechciał dowiedzieć się więcej.

Leon i Piotr zapewne nie zapamiętają wyniku zbiórki. Może zostanie z nimi ciężar puszki, bliskość dziadków i poczucie, że robili razem coś ważnego. Kiedyś te wspomnienia staną się częścią ich własnej opowieści o Łomży.

Tak przeszłość znajduje miejsce w kolejnym pokoleniu. A miasto zachowuje ciągłość: w nazwiskach ocalonych na kamieniu i w ludziach, którzy uczą swoich następców, dlaczego warto przy nich zostać na chwilę.



Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama