Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Gdzie Pisa spotyka Narew, tam brzmią szanty - [VIDEO]

Dwudniowy Festiwal Piosenki Żeglarskiej „SzantygRaj nad Narwią” w Nowogrodzie pokazał, że piosenka żeglarska nie potrzebuje widoku morza. Wystarczy rzeka z własną pamięcią, scena u zbiegu Narwi i Pisy oraz publiczność gotowa śpiewać od pierwszego refrenu. Tym razem morskie ballady ustąpiły miejsca opowieściom słodkiej wody – rzecznym, a właściwie narwiańskim.
Gdzie Pisa spotyka Narew, tam brzmią szanty - [VIDEO]

Scena stała niemal nad samą rzeką. Za nią rozciągał się krajobraz doliny Narwi, obok wznosiły się zabudowania Skansenu Kurpiowskiego, a po przeciwnej stronie Pisa kończyła swój bieg. Trudno było znaleźć dla żeglarskiej muzyki bardziej naturalną dekorację.

W dniach 25 i 26 lipca Nowogród po raz pierwszy gościł Festiwal Piosenki Żeglarskiej „SzantygRaj nad Narwią”. W ciągu dwóch dni wystąpili wykonawcy od lat obecni na scenie szantowej oraz uczestnicy festiwalowego konkursu. Nie zabrakło koncertu dla dzieci, regionalnego jedzenia, rękodzieła ani muzyki granej bezpośrednio przed publicznością – bez ekranów, barier i wielkiej estradowej maszynerii. Wstęp na wszystkie wydarzenia był wolny.

Szanty na słodkiej wodzie Historyczna szanta była pieśnią pracy. Jej rytm pomagał marynarzom wykonywać wspólnie określone czynności na dawnych żaglowcach: wybierać liny, podnosić kotwicę czy stawiać żagle. Z czasem słowo „szanty” zaczęło obejmować znacznie szerszy repertuar – pieśni kubryku, ballady morskie, folk i współczesne piosenki żeglarskie.

W Nowogrodzie utwory o oceanach, portach i dalekich rejsach otrzymały jednak wyraźnie rzeczny kontekst. Miasto leży przy ujściu Pisy do Narwi, a Pisa jest śródlądową drogą wodną łączącą Wielkie Jeziora Mazurskie z Narwią. Dla dawnych i współczesnych wodniaków Nowogród nie jest więc przypadkowym punktem na mapie. To miejsce, przez które prowadziła droga z Mazur w stronę Mazowsza i Wisły.

– Starsi żeglarze doskonale pamiętają, że płynąc z Zalewu Zegrzyńskiego Narwią, właśnie w Nowogrodzie odbijali w Pisę i kierowali się na Wielkie Jeziora Mazurskie – przypominał burmistrz Nowogrodu Grzegorz Palka.

Dziś niski stan wody mocno ogranicza taką żeglugę. Pozostała jednak pamięć o trasie, łodziach przepływających przez miasto i Nowogrodzie jako rzecznym przystanku.

– Warto na bazie tych wspomnień budować tradycję szant w Nowogrodzie – przekonywał burmistrz.

Festiwal wędrujący za wodą Historia „SzantygRaju” rozpoczęła się w 2023 roku w Rajgrodzie. Nad Jeziorem Rajgrodzkim odbyły się trzy edycje festiwalu. Później powstała jego rzeczna odsłona – „SzantygRaj nad Narwią”. Pierwszą zorganizowano na łomżyńskich bulwarach, a drugą właśnie w Nowogrodzie.

– To festiwal trochę mobilny – mówił jego pomysłodawca Bogdan Piorunek. – Zaczynaliśmy w Rajgrodzie, później była Łomża, a teraz jesteśmy w Nowogrodzie.

Wędrówka wydarzenia nie jest więc przypadkowym szukaniem kolejnej sceny. Festiwal podąża za miejscami związanymi z wodą, żeglarstwem i letnim wypoczynkiem. W Nowogrodzie trafił przy tym na przestrzeń, w której spotkały się dwie odrębne tradycje: kultura kurpiowska i muzyka żeglarska.

Jacek Piorunek, członek Zarządu Województwa Podlaskiego, zwracał uwagę, że Nowogród kojarzy się przede wszystkim ze Skansenem Kurpiowskim, folklorem i wydarzeniami poświęconymi kulturze regionu.

– Tutaj pojawiło się coś nowego. Festiwal może każdego roku gościć w innym miejscu nad Narwią, ale niewykluczone, że zostanie w Nowogrodzie, bo atmosfera jest doskonała – mówił.

Od debiutantów po znane załogi Pierwszego dnia odbyły się przesłuchania konkursowe. Według Bogdana Piorunka na scenie zaprezentowało się pięciu wykonawców walczących o festiwalowe nagrody. Konkurs ma pozostać stałym elementem wydarzenia i dawać miejsce artystom, którzy dopiero próbują wypłynąć na szersze muzyczne wody.

Wieczorem scenę przejęli doświadczeni wykonawcy. W sobotę wystąpili Kaszaloty z Koszalina, Chór Szantowy Majtki Prezesa, Zejman & Garkumpel oraz Mietek Folk. Niedzielny program otworzył koncert grupy Zejman & Garkumpel przygotowany specjalnie dla dzieci. Później zagrali Kill Water, Majtki Bosmana, Zrefowani i Cztery Refy, a festiwal zakończył koncert formacji The Pioruners.

Koncert dla najmłodszych rozpoczął się w samo południe, w pełnym lipcowym słońcu. Mimo wysokiej temperatury miejsca przed sceną szybko się wypełniły.

– Dzieci bawiły się świetnie. Były konkursy i nagrody. To impreza bardzo rodzinna i spokojna – podkreślał Bogdan Piorunek.

Rodzinny charakter wydarzenia nie był wyłącznie dopiskiem do programu. Przed sceną bawili się obok siebie stali bywalcy festiwali szantowych, rodzice z dziećmi, mieszkańcy Nowogrodu i osoby, które przyjechały z Łomży oraz Ostrołęki. Organizatorzy uruchomili nawet bezpłatne autobusy z Łomży, aby na koncerty mogły dotrzeć osoby bez własnego transportu.

Muzyka bez sztucznego wiatru Dla Grzegorza Palki najważniejsze było to, że wszystkie koncerty odbywały się na żywo.

– Tutaj nie ma playbacku ani sztuczności. Jest pełne, naturalne brzmienie – mówił burmistrz Nowogrodu.

Ta prostota pasowała do miejsca. Szanty nie potrzebują przecież rozbudowanej choreografii. Najważniejsze są głos, instrument, opowieść i refren, który po kilku taktach przestaje należeć wyłącznie do zespołu.

Muzyka na żywo była również jednym z powodów, dla których publiczność pozostawała przed sceną przez wiele godzin. W sobotę koncerty trwały do późnego wieczora, a następnego dnia widzowie wrócili już w południe. Relacje z pierwszego dnia pokazywały zapełniony amfiteatr i publiczność reagującą równie żywo na występy konkursowe, jak na koncerty uznanych zespołów.

– Tu nie ma barierek, nikt się nie bije, ludzie są uśmiechnięci. Bawimy się i integrujemy – mówił Bogdan Piorunek.

Kurpie, Narew i nowa tradycja Festiwal nie odwracał Nowogrodu od jego kurpiowskich korzeni. Przeciwnie – dołączył do nich kolejny element. W sąsiedztwie sceny działała strefa regionalna, w której można było znaleźć tradycyjne potrawy, rękodzieło i pamiątki. Muzeum‑Skansen Kurpiowski przygotowało również warsztaty wycinankarskie prowadzone przez twórcę ludowego Stanisława Ropiaka.

Powstało zatem zestawienie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się nieoczywiste: kurpiowska wycinanka obok żeglarskiego refrenu, zabytkowe chałupy w sąsiedztwie pieśni o portach i oceanach. Łączyło je jednak więcej, niż można sądzić. Zarówno folklor kurpiowski, jak i szanty wyrastają z tradycji przekazywanej głosem, ze wspólnego muzykowania oraz opowieści o pracy i codziennym życiu.

Organizacja dwudniowego wydarzenia wymagała połączenia środków samorządowych, wsparcia sponsorów i pracy społecznej. Bogdan Piorunek przyznał, że zamknięcie budżetu festiwalu trwało wiele tygodni. Partnerem wydarzenia było Województwo Podlaskie, a w przygotowania włączyły się Gmina Nowogród, miejscowy ośrodek kultury, Skansen Kurpiowski, Stowarzyszenie Popularyzacji Inicjatyw Kulturalnych BIS i Społeczny Komitet Organizacyjny.

– Nie udałoby się tego zrobić bez pasjonatów żeglarstwa i muzyki szantowej, ale także bez wsparcia finansowego. Jestem wdzięczny wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę, aby w Nowogrodzie zabrzmiało coś nowego – podkreślał Grzegorz Palka.

Burmistrz liczy, że tegoroczna edycja nie będzie ostatnią. Podobne nadzieje wyrażali organizatorzy i przedstawiciele samorządu województwa. O przyszłości festiwalu zdecydują rozmowy, pieniądze i kalendarze artystów. Pierwszy krok został jednak wykonany: Nowogród przekonał się, że szanty dobrze brzmią również tam, gdzie w wodzie nie ma ani odrobiny morskiej soli.

Morze pozostało daleko. Żeglarska opowieść znalazła się dokładnie na swoim miejscu, nad Narwią.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama