Ojciec Jan Andrzej Bońkowski zmarł 5 sierpnia 2026 roku. Miał 88 lat. Przez 69 lat należał do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, a przez 59 pełnił posługę kapłańską. Był zakonnikiem, harcmistrzem, wychowawcą, regionalistą i kronikarzem lokalnej pamięci. Habit i harcerski mundur opowiadały w jego życiu tę samą historię o służbie.
Kapucyn od dzieciństwa
Urodził się 26 kwietnia 1938 roku w Łomży, przy ulicy Dwornej, jako syn Jana i Józefy Bońkowskich. Od piątej klasy szkoły podstawowej należał do harcerstwa. Był również ministrantem w kościele Ojców Kapucynów. Właśnie w murach świątyni stojącej na nadnarwiańskiej skarpie dojrzewało jego powołanie.
Dwa ostatnie lata przed maturą spędził w Niższym Seminarium Duchownym Ojców Kapucynów w Nowym Mieście nad Pilicą. Pierwsze śluby zakonne złożył 8 grudnia 1956 roku, a święcenia kapłańskie przyjął w 1967 roku.
W rozmowie nagranej przed dwunastoma laty wracał do tych początków jak do dobrze znanych ulic. Zakon nie pojawił się w jego życiu jako nagła decyzja. Wyrastał z dziecięcej obecności w kapucyńskim kościele, służby przy ołtarzu i bliskości wspólnoty. Z czasem sam stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci łomżyńskiego klasztoru. Brązowy habit, siwa broda i harcerska lilijka tworzyły wizerunek, którego nie sposób było pomylić z żadnym innym.
Druh „Huragan”
Harcerstwo nie było dla ojca Jana młodzieńczym epizodem odłożonym później do szuflady razem z dawnymi fotografiami. Pozostało jednym z najważniejszych rozdziałów jego życia. Nosił pseudonim „Huragan” – zaskakująco żywiołowy jak na człowieka mówiącego spokojnie, ale bardzo trafny, gdy spojrzeć na rozmach jego działalności.
W harcerstwie widział nie tylko mundur, obozy i ogniska. Traktował je jako szkołę odpowiedzialności, charakteru oraz służby Bogu, Polsce i drugiemu człowiekowi. Był harcmistrzem Związku Harcerstwa Polskiego, a po powrocie do rodzinnego miasta kapelanem Hufca Nadnarwiańskiego ZHP im. Adama Chętnika w Łomży.
Wychowywał kolejne pokolenia młodych ludzi, lecz nie próbował przemawiać do nich z wysokości katedry. Towarzyszył im podczas zbiórek, uroczystości, wyjazdów i zwyczajnych rozmów. Wiedział, że wartości najskuteczniej przekazuje się nie wielkimi deklaracjami, ale własnym przykładem i obecnością.
Dla łomżyńskich harcerzy pozostanie Druhem „Huraganem”, który po zakończeniu ziemskiej wędrówki odszedł – jak mówi harcerska tradycja – na wieczną wartę.
Dwadzieścia lat na Białorusi
W 1989 roku wyjechał na Białoruś, aby wesprzeć tamtejszy Kościół i odradzające się wspólnoty kapucyńskie. Pozostał tam ponad dwadzieścia lat, pracując przede wszystkim wśród Polaków.
Jego posługa nie ograniczała się do sprawowania sakramentów. Pomagał odbudowywać życie religijne, przypominał język, historię i kulturę przodków, a także włączył się w odrodzenie polskiego harcerstwa. Został jego naczelnym kapelanem. Wydawał dwumiesięcznik „Bogu i Ojczyźnie”, którego ukazało się 88 numerów. Dla młodych Polaków na Białorusi pismo było nie tylko harcerską gazetą, lecz także lekcją języka i narodowej pamięci.
Działalność kapucyna nie podobała się władzom. Nie otrzymał zgody na dalszą pracę i z końcem 2009 roku musiał opuścić Białoruś. Wskazywał, że przyczyną decyzji było podtrzymywanie polskości oraz jego zaangażowanie w działalność harcerską.
Wyjechał, ale nie pozostawił tamtych ludzi w zapomnieniu. Doświadczenia znad Niemna zapisał w książkach i artykułach, między innymi w publikacjach „Nad Narwią, Newą i Niemnem”, „Tropami druha «Huragana», czyli harcerstwo polskie na Białorusi”, „Słowo Boże na Białorusi” oraz „Listy sercem pisane”.
Ocalał Łomżę zapisaną w pamięci
Po powrocie ponownie zamieszkał w łomżyńskim klasztorze. Mógł potraktować ten czas jako spokojniejszy etap życia. Ojciec Jan nie należał jednak do ludzi, którzy łatwo odkładają obowiązki na półkę. Odprawiał nabożeństwa, spotykał się z harcerzami, uczestniczył w miejskich wydarzeniach, pisał i opowiadał.
Był żywą kroniką Łomży. Pamiętał miasto swojego dzieciństwa, ludzi, domy i ulice, których już nie ma. Wracał także do dramatycznych wydarzeń, których był świadkiem jako kilkuletni chłopiec, w tym do zagłady żydowskich mieszkańców miasta. Rozumiał, że przemilczana pamięć umiera po raz drugi.
W swoich książkach prowadził czytelników po Łomży nie jak chłodny badacz pochylony nad katalogiem dat, lecz jak gospodarz pokazujący rodzinny dom. Pisał o mieście, klasztorze, zakonnikach i mieszkańcach. Interesowały go zarówno wydarzenia zapisane w dokumentach, jak i drobne historie przechowane w ludzkiej pamięci.
Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje książka „250 lat Kapucynów w Łomży”, przygotowana w roku jubileuszu obecności zakonu w mieście. Opisał w niej nie tylko powstanie kościoła i klasztoru, ale również codzienność wspólnoty, prowadząc czytelników za klauzurę – do chóru zakonnego, katakumb i klasztornych ogrodów.
Pozostawił także publikacje poświęcone rodzinnemu miastu, między innymi „Zapachniało masłem i… wolnością”, „Łomża moich wspomnień”, „Ślady przedwojennej Łomży” oraz „Łomżyńskie wzgórza”. Pisał, ponieważ wiedział, że miasto bez pamięci staje się jedynie zbiorem ulic. Dopiero opowieści przywracają mu twarze.
Historię wprawiał w ruch
Jednym z miejsc, w których spotykały się pasje ojca Jana – wiara, historia, wychowanie młodych i przywiązanie do Łomży – była ruchoma szopka w klasztorze Ojców Kapucynów. W nagraniach z jego udziałem oprowadzał po niej jak po niezwykłej księdze, której kart nie trzeba przewracać. Postacie same przesuwały się przed oczami widzów, a każda niosła własną opowieść.
Przypominał, że tradycję szopek zapoczątkował w 1223 roku święty Franciszek z Asyżu. Pierwsza nie była kunsztowną dekoracją. Tworzyli ją ludzie, zwierzęta, siano i żłóbek ustawiony w grocie niedaleko Greccio. Chodziło o to, by tajemnicę narodzenia Chrystusa uczynić bliższą i bardziej zrozumiałą.
Ojciec Jan opowiadał również o powstaniu łomżyńskiej ruchomej konstrukcji, której początki wiązały się z kapucynem ojcem Piusem Janowskim. Mechanizm pozwolił stworzyć pochód postaci przybywających z pokłonem do Dzieciątka. Przed żłóbkiem przesuwają się jednak nie tylko figury świętych. Są tam królowie, duchowni, artyści i bohaterowie narodowi. Szopka stała się w ten sposób ruchomą lekcją polskiej historii – opowiadaną bez tablicy, kredy i szkolnego dzwonka.
Szczególnie zależało mu, aby oglądała ją młodzież. Wiedział, że zainteresowanie przeszłością nie zawsze rodzi się przy grubym podręczniku. Czasem wystarczą jedna postać, dziecięcy zachwyt i ktoś, kto potrafi dobrze rozpocząć opowieść.
Właśnie taki był jego sposób mówienia o historii. Nie zamykał jej w gablocie. Wyprowadzał ją do ludzi, nadawał twarz i pozwalał przemówić.
„Łomża moim domem”
Jednemu ze swoich tekstów nadał tytuł: „Polska moją Matką - Łomża moim domem”. Trudno znaleźć krótsze i trafniejsze podsumowanie jego życia.
Łomżę znał od strony wielkiej historii i zwyczajnych drobiazgów. Pamiętał jej dawne domy, sąsiadów, wojenne rany, kapucyńskie tradycje i przemiany kolejnych dziesięcioleci. Pozostawał przy tym człowiekiem dostępnym. Można go było spotkać podczas uroczystości, w bibliotece, wśród harcerzy albo po prostu na ulicy. Nie był pomnikiem lokalnej historii. Był jej uważnym rozmówcą.
Za działalność społeczną, wychowawczą i dokumentacyjną w 2019 roku otrzymał tytuł Łomżyńskiego Społecznika Roku. Wyróżnienie opisywało tylko część tego, co robił. Nie obejmowało wszystkich rozmów, spotkań, zapisanych wspomnień ani młodych ludzi, którym pomógł odnaleźć właściwą drogę. Takiego dorobku nie sposób zamknąć w uzasadnieniu nagrody.
Po latach wracamy do rozmów nagranych z jego udziałem. Kadry pozostały te same, ale dzisiaj ogląda się je inaczej. Każde wspomnienie brzmi jak fragment testamentu człowieka, który wiedział, że pamięć również jest rodzajem służby.
Ojciec Jan Bońkowski pozostawił książki, artykuły i zapisane świadectwa. Pozostawił odrodzone drużyny harcerskie na Białorusi, wychowanków, współbraci, czytelników oraz mieszkańców, którzy zatrzymywali się, aby z nim porozmawiać. Przede wszystkim zostawił lekcję uważności na Boga, człowieka, ojczyznę i własne miejsce na ziemi.
Druh „Huragan” ucichł. Zostały słowa.
Dopóki będą czytane, słuchane i przekazywane dalej, ojciec Jan wciąż będzie prowadził swoją opowieść o mieście nad Narwią.
Ostatnie pożegnanie
Uroczystości pogrzebowe ojca Jana Andrzeja Bońkowskiego odbędą się we wtorek, 11 sierpnia 2026 roku, w kościele Ojców Kapucynów w Łomży. O godz. 10.30 rozpocznie się modlitwa różańcowa, a o godz. 11.00 zostanie odprawiona Msza Święta pogrzebowa.
Po zakończeniu liturgii ojciec Jan spocznie w Grobowcu Kapucynów na Starym Cmentarzu przy ul. Kopernika w Łomży.

Przypominamy nagrania z udziałem ojca Jana:

Komentarze