Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 13 sierpnia 2026 19:26
Reklama
Reklama
Modernizacja technologii, walka o inwestycję w Czerwonym Borze i otwartość wobec mieszkańców pokazują, że łomżyńska ciepłownia stawia dziś na rozwój, przejrzystość i stabilność systemu.

Na Starym Rynku – Radosław Żegalski – [VIDEO]

Modernizacja stacji uzdatniania wody, nowe urządzenia, energooszczędność, sztuczna inteligencja w ciepłowni, a także spór administracyjny dotyczący inwestycji w Czerwonym Borze – o tym wszystkim mówi Radosław Żegalski, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Łomży. W rozmowie pojawiają się zarówno kwestie technologiczne, jak i konsekwencje decyzji samorządowych, które wpływają na rozwój lokalnych przedsiębiorstw oraz stabilność systemu ciepłowniczego.
Na Starym Rynku – Radosław Żegalski – [VIDEO]

Alan Grunwald: Dzień dobry, nazywam się Alan Grunwald, a Państwo oglądają kolejny program z cyklu "Na Starym Rynku". Moim i Państwa gościem będzie Radosław Żegalski, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Dzień dobry.

Radosław Żegalski: Dzień dobry Panu, dzień dobry Państwu.

AG: Jednym z ważnych zadań realizowanych ostatnio przez MPEC jest modernizacja stacji uzdatniania wody. Ta inwestycja została podzielona na trzy etapy. Właśnie 3 sierpnia rozpoczął się jej ostatni etap. Wartość samego trzeciego zadania wyniosła blisko 1,4 mln zł. Jak wyglądał proces realizacji tej trzyetapowej  modernizacji stacji uzdatniania wody?

RŻ: Woda przekazuje ciepło mieszkańcom. Krąży w rurach przez całe miasto, a mamy ich ponad 80 kilometrów. W węzłach ciepłowniczych oddaje energię, wraca do kotłowni z niższą temperaturą i jest ponownie podgrzewana. Cały cykl trwa mniej więcej cztery godziny – tyle potrzeba, by woda dotarła z ciepłowni do najbardziej oddalonego punktu w Łomży.

Parametry chemiczne wody decydują o żywotności urządzeń, z którymi ma kontakt: kotłów, regulatorów czy wymienników ciepła. Im lepsze są parametry wody, tym dłużej pracują urządzenia, a koszty są niższe. Przekroczenia norm, zwłaszcza dotyczących chloru, potrafią bardzo szybko uszkodzić spawy czy lutowania. Dlatego stacja uzdatniania wody jest miejscem, w którym zaczyna się cały proces technologiczny ciepłownictwa. 

Modernizacja tej części infrastruktury była odkładana przez około cztery lata, bo zawsze pojawiały się inne wydatki. Po ponad 30 latach budujemy stację praktycznie od nowa. Aby wydać jak najmniej, podzieliliśmy inwestycję na etapy. Gdybyśmy zrobili to jako jedno zadanie „zaprojektuj i wybuduj”, koszty w jednym roku byłyby ogromne. Pierwsze etapy wykonano rok wcześniej: wyremontowano pomieszczenia i zakupiono nowe zbiorniki zewnętrzne, wymagane w technologii uzdatniania. Teraz realizujemy trzeci etap. 

Do gotowego pomieszczenia przyjechały nowe urządzenia z najwyższej półki i są montowane. Myślę, że w połowie września stacja zostanie oddana do użytkowania, czyli przed sezonem grzewczym. Na czas prac MPEC korzysta z urządzeń zastępczych.

Wynajęliśmy zewnętrzne urządzenia, które przejęły rolę stacji uzdatniania. W okresie letnim, kiedy zapotrzebowanie na ciepło jest dużo mniejsze, radzą sobie bardzo dobrze.

Prezes podkreśla, że inwestycja jest na ostatniej prostej.

Wszystko jest na dobrej drodze. Po wielu latach pracy starej stacji przechodzimy na nowoczesne urządzenia i jeszcze bardziej zadbamy o jakość wody, która krąży w rurach i zasila całe miasto.

AG: Wspomniał Pan o wyposażeniu tych nowych hal. W pierwszym etapie było wspomniane między innymi o montażu dwóch zbiorników wody uzdatnionej o pojemności 75 metrów sześciennych. Co dało ich wybudowanie i jak to wpłynęło na funkcjonowanie stacji?

RŻ: Zbiorniki, które zamontowaliśmy, są elementem wymaganym technologicznie i mają teraz większą pojemność niż poprzednie. Najważniejsze było jednak to, abyśmy mogli etapować całą inwestycję i w ten sposób obniżyć koszty. Jeżeli zamawia się urządzenia bezpośrednio, koszty są zawsze dużo niższe niż w przypadku jednego dużego przetargu, w którym firma realizująca zadanie dolicza swoją marżę do każdego elementu, tak jak w przypadku tych zbiorników. Chcieliśmy uniknąć tych dodatkowych kosztów i dlatego kupiliśmy je samodzielnie.

To jest punkt wyjścia do pracy całej stacji, bo właśnie tam będzie zbierana woda. To bardzo ważny element, ale trzeba pamiętać, że takich elementów jest tam znacznie więcej i dopiero całość tworzy instalację działającą tak, jak powinna. W praktyce był to ruch techniczny, który miał wpłynąć na obniżenie kosztów, a te koszty są później zawarte w cenie ciepła. Dbamy o to, aby cena ciepła była na możliwie najniższym poziomie, również w skali kraju, dlatego takie działania podejmujemy bardzo często.

AG: Skoro wspominamy już o kosztach, na całą modernizację zostały przeznaczone ogromne pieniądze, bo to ponad 2 miliony złotych. Czy są to pieniądze pochodzące wyłącznie z MPEC-u, czy udało się pozyskać jakieś środki zewnętrzne?

RŻ: Czekaliśmy prawie cztery lata na możliwość wpisania się w jakiś projekt unijny lub inne źródło finansowania. Niestety tego typu inwestycje nie były objęte żadnym programem dotacyjnym, dlatego zdecydowaliśmy się wykonać ją w całości ze środków własnych.

AG: Czy po zakończeniu trzyetapowej modernizacji stacja będzie już kompleksowo zmodernizowana, czy pozostaną jeszcze jakieś kwestie do poprawy?

RŻ: To będzie kompleksowa inwestycja. Zakończy cały etap modernizacji stacji uzdatniania wody i na kolejne trzydzieści lat będzie spełniała swoją rolę na bardzo wysokim poziomie.

AG: Czy nowe urządzenia będą bardziej energooszczędne niż poprzednia technologia?

RŻ: Oczywiście. Każda pompa jest już na falownikach. W ciągu ponad trzydziestu lat funkcjonowania starej stacji technologia bardzo się rozwinęła i wszystkie nowe urządzenia będą wpływały pozytywnie na oszczędność zarówno wody, jak i energii elektrycznej potrzebnej do procesów uzdatniania.

AG: Czy MPEC planuje kolejne duże przedsięwzięcia modernizacyjne?

RŻ:  Pracujemy nad tym cały czas. Przez dwa lata analizowaliśmy możliwość budowy akumulatora ciepła. To bardzo dobre urządzenie, ale po wielu rozmowach i symulacjach okazało się, że koszty są tak wysokie, iż podniosłyby ceny ciepła. Dlatego definitywnie zakończyliśmy ten proces.

Praktycznie doszliśmy do momentu, w którym niewiele można już poprawić w samej kotłowni. Nasza sprawność sięga około 103 procent dzięki odzyskowi ciepła ze spalin. W sezonie zimowym odzyskujemy prawie 4,5 MW ciepła, co powoduje, że średnioroczna sprawność przekracza 100 procent.

Mamy wprowadzony układ AI, który śledzi i nadzoruje pracę kotłów, podpowiada parametry i pomaga załodze kontrolować cały proces spalania. Teraz jesteśmy na etapie decyzji, czy wprowadzić sztuczną inteligencję również do procesu przesyłu ciepła. Jeśli podejmiemy decyzję do końca roku, ogłosimy przetarg. Prowadzimy rozmowy z firmami i jeśli ich możliwości pokryją się z naszymi oczekiwaniami, wdrożymy ten system.

To powinno zakończyć główne prace związane z technologią całego systemu ciepłowniczego, który jest na bardzo wysokim poziomie. Przekłada się to na ceny ciepła, które co trzy miesiące porównujemy z innymi przedsiębiorstwami w kraju. Jesteśmy praktycznie na samym dole tabeli, rywalizując jedynie z dużymi elektrociepłowniami. Różnice są niewielkie, a mieszkańcy widzą, że modernizacje, inwestycje i remonty wpływają pozytywnie na ceny.

Jesteśmy spółką, która ma służyć mieszkańcom. Robimy wszystko, aby ceny były niskie, a jednocześnie utrzymujemy wysoki poziom technologiczny i skuteczność pracy. Już wiele lat temu zrezygnowaliśmy z przerw letnich. Kiedyś MPEC na dwa tygodnie odstawiał całą ciepłownię i w mieście nie było ciepłej wody. Teraz, od pięciu czy sześciu lat, ciągłość dostaw jest zapewniona przez cały rok.

AG: Prace prowadzone były w obiekcie, który cały czas musiał zapewniać mieszkańcom dostęp do wody. Jak udało się przeprowadzić modernizację bez zakłóceń?

RŻ: Wydzierżawiliśmy zewnętrzne urządzenia, które przejęły rolę stacji uzdatniania wody. Stały na zewnątrz, były połączone rurami i zapewniały ciągłość pracy. Dodam, że chodzi o wodę krążącą w rurach systemu ciepłowniczego, a nie o wodę w kranach mieszkańców. To są dwie różne wody. Ta z obiegu ciepłowniczego dopływa tylko do węzłów cieplnych, nie styka się z wodą w grzejnikach. Jest wyłącznie nośnikiem ciepła, oddaje energię i wraca do kotła, gdzie cykl zaczyna się od nowa.

AG: Wspomniał Pan, że kiedyś MPEC wygaszał ciepło na dwa tygodnie, a w mieście nie było ciepłej wody. Czy odejście od tej praktyki wiązało się z dodatkowymi wyzwaniami?

RŻ: Nie. To była przede wszystkim zmiana technologiczna. Przez lata kotłownia korzystała z jednego dużego komina i każda jego modernizacja wymagała całkowitego wyłączenia instalacji. Dziś mamy trzy kominy: dwa mniejsze obsługujące instalacje biomasowe oraz jeden węglowy. Dzięki przebudowie technologii przesyłu ciepła każdy z nich może pracować indywidualnie.

To oznacza, że kotły węglowe można remontować przez cały okres letni bez konieczności wyłączania całej ciepłowni. Właśnie ta zmiana spowodowała, że przerwy w dostawie ciepłej wody zostały całkowicie wyeliminowane.

AG: Panie Prezesie, odejdźmy na chwilę od jednostki MPEC przy ulicy Ciepłej i przenieśmy się do Czerwonego Boru. Jeszcze niedawno było głośno o inwestycji dotyczącej termicznego przekształcania odpadów medycznych. Na jakim etapie jest ta sprawa?

RŻ: Planujemy tę inwestycję już od czterech lat. Wszystko rozbija się o procesy administracyjne. Rok i sześć miesięcy temu złożyliśmy wniosek o wydanie warunków zabudowy. Wydawało nam się, że będzie to proste i szybko otrzymamy decyzję. Tymczasem wójt zawiesił postępowanie na dwanaście, a później nawet na osiemnaście miesięcy.

Zaskarżyliśmy tę decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ale SKO stanęło po stronie wójta. Wnieśliśmy więc sprawę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uznał, że wójt nie miał prawa zawiesić postępowania. W odpowiedzi SKO złożyło apelację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 28 lipca NSA również stanął po naszej stronie. Decyzja o zawieszeniu była bezpodstawna, a my przez rok i sześć miesięcy byliśmy wyłączeni z całej sprawy.

Nie ukrywam, że toczymy medialną batalię z wójtem i panią wicewójt, która de facto zarządza gminą i jest bardzo negatywnie nastawiona do naszej inwestycji. Podejmowane przez nią decyzje są uchylane przez sądy. Teraz mamy otwartą drogę, aby wejść na drogę sądową i żądać od gminy odszkodowania za bezpodstawne zawieszenie postępowania. Jeżeli uda się to wyegzekwować, będzie to naruszenie dyscypliny finansów publicznych, bo gmina poniesie straty finansowe z powodu błędnych decyzji wójta.

Warto dodać, że nie jesteśmy jedynym przedsiębiorstwem, które ma problemy prawne w tej gminie. Zawiązujemy wspólnotę przedsiębiorców, którzy wygrywają sprawy z gminą i również będą wnosili o odszkodowania. Odpowiedzialność za te działania spadnie na wójta, nawet jeśli formalnie decyzje podejmowała wicewójt.

Złożyliśmy ponownie wniosek o wydanie warunków zabudowy. Co zrobi gmina – nie wiemy. Jesteśmy w stałym kontakcie z innymi przedsiębiorcami, którzy również walczą o możliwość realizacji swoich inwestycji i odprowadzania danin. Trzeba pamiętać, że jako przedsiębiorstwo płacilibyśmy do gminy duże środki z tytułu podatków i opłat. Dzięki temu gmina mogłaby na przykład nie podnosić podatków od nieruchomości.

Każde przedsiębiorstwo potrzebuje rąk do pracy. W naszej jednostce w Czerwonym Borze pracuje wielu mieszkańców gminy Zambrów, którzy chwalą sobie pracę u nas. Jesteśmy rzetelną, samorządową spółką, która nie jest nastawiona wyłącznie na zysk, ale również na wspieranie lokalnych samorządów. Dlatego tym bardziej dziwi, że tyle tematów jest blokowanych, zarówno nam, jak i innym przedsiębiorcom. To blokuje rozwój i modernizację.

Obecnie kotłownia w Czerwonym Borze to stare kotły węglowe bez filtrów, działające według bardzo starych norm emisji spalin. Emitujemy tlenek węgla, dwutlenek węgla, pyły. Chcemy wprowadzić nowoczesną instalację do termicznego przekształcania odpadów, która produkowałaby ciepło dla mieszkańców. Dwa bloki mieszkalne miałyby je za darmo. Korzyści jest bardzo dużo.

Problemem jest opór jednej osoby, która w mojej ocenie nadużywa prawa, co potwierdzają wyroki sądów. To naraża gminę na odszkodowania, czyli naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Odpowiedzialność spadnie na wójta, nie na tę osobę.

Temat jest kuriozalny, ale walczymy dalej. Zrzeszamy się z innymi przedsiębiorcami, szykujemy kolejne kroki prawne. Nie będziemy odpuszczać. Szkoda tylko, że trwa to tak długo i niepotrzebnie wpływa negatywnie na wszystkich zaangażowanych. Stoimy z inwestycjami, a jednocześnie jesteśmy na końcówce podpisywania umów na przyłączenie ciepła, wody pitnej i kanalizacji z nowo budowaną jednostką wojska, z którą współpracuje nam się bardzo dobrze. Chcemy się tam rozwijać i płacimy tam niemałe podatki.

Zrobimy wszystko, aby opinia publiczna dowiedziała się o działaniach, które mają miejsce w tej gminie, i o konsekwencjach, jakie gmina prawdopodobnie poniesie, jeśli pozwy o odszkodowania zostaną złożone.

W tej chwili jesteśmy już na końcówce podpisywania praktycznie wszystkich umów na przyłączenie ciepła, wody do picia i kanalizacji z nowo budowaną jednostką wojska, z którą współpracuje nam się bardzo dobrze i z którą chcemy się dalej rozwijać. Płacimy tam również niemałe podatki. Na pewno zrobimy wszystko, aby opinia publiczna dowiedziała się o wszystkich działaniach, które mają miejsce w tej gminie, oraz o konsekwencjach, jakie gmina prawdopodobnie poniesie, jeżeli pozwy o odszkodowania zostaną złożone.

AG: Na zakończenie chciałbym zapytać o dni otwarte, które MPEC organizuje dla mieszkańców Łomży. Co przygotowano?

RŻ: Proszę Państwa, zapraszamy 18 sierpnia. W trzech turach odbędą się wizyty studyjne w największym i najbardziej skomplikowanym węźle cieplnym przy ulicy Wyszyńskiego, w budynku basenu. O godzinie 10, 12 i 14 będzie można wejść z grupą i zobaczyć, jak pracuje i jak wygląda węzeł ciepłowniczy, który jest ostatnim elementem całego systemu i który oddaje ciepło bezpośrednio na ogrzewanie budynku, wentylację oraz podgrzewanie wody w basenach.

Zapraszamy serdecznie. Do tej pory wizyty studyjne odbywały się wyłącznie na ciepłowni. Teraz chcemy to rozszerzyć i pokazać również urządzenia znajdujące się bezpośrednio w budynkach. Mało kto z mieszkańców miał okazję zobaczyć na własne oczy, jak wyglądają takie węzły ciepłownicze i z czego się składają. Nasi pracownicy będą oprowadzali i tłumaczyli, jak działają te urządzenia.

Wszystkich mieszkańców, którzy są zainteresowani i chcą poszerzyć swoją wiedzę, zapraszam jeszcze raz: 18 sierpnia o godzinie 10, 12 i 14.

AG: Panie Prezesie, bardzo dziękuję za rozmowę.

RŻ: To ja bardzo dziękuję za zaproszenie, dziękuję Panu i dziękuję Państwu.

RŻ: Dziękuję Państwu za oglądanie dzisiejszego wydania programu Na Starym Rynku i do zobaczenia w kolejnym programie.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama