Alan Grunwald: Dzisiejsza rozmowa będzie poświęcona edukacji, ale nie tej, którą znamy ze szkoły i z nią również kojarzymy. Chodzi o edukację dorosłych, rozwijanie nowych umiejętności i przede wszystkim o aktywizację mieszkańców lokalnej społeczności. Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest LOWE i skąd pomysł, żeby stworzyć lokalny ośrodek wiedzy i edukacji mieszkańców?
PG: W ramach programowania tak zwanego 2027, czyli kolejnego programowania środków europejskich, wpisano projekt rozwoju społeczności lokalnych. Nazywa się LOWE, czyli Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji. Wojewódzki Urząd Pracy, jako jednostka pośrednicząca Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku, rozpisał konkurs na realizację tego typu projektów w 2024 roku. Złożyliśmy kilka projektów i cztery z nich uzyskały aprobatę. Wygraliśmy konkurs na realizację projektu LOWE w gminie Łomża, Piątnica, Kolno i Grabowo.
AG: Projekt był skierowany do bardzo różnych osób, między innymi do osób starszych, ale też tych, które mają bardzo niskie kwalifikacje czy są zagrożone wykluczeniem cyfrowym. Jak udało się rozpoznać, czego mieszkańcy rzeczywiście potrzebują?
PG: Projekt w szczególności był skierowany do osób starszych, przy czym warunkiem udziału było ukończone 18 lat, bez górnej granicy wieku. Głównym celem była integracja lokalnego środowiska w każdej gminie oraz nabycie kompetencji cyfrowych. Naturalnie więc projekt skierowano do pokolenia, które — mówiąc kolokwialnie — nie „łyknęło” wiedzy informatycznej w zakresie obsługi komputera. Przy tak dynamicznie rozwijającym się świecie cyfrowym chcieliśmy i chcemy cały czas serwować starszemu pokoleniu wiedzę praktyczną. Podkreślam: wiedzę potrzebną w codziennym życiu, w kontaktach z urzędami i w poruszaniu się po tym szybko zmieniającym się świecie cyfrowym.
AG: Oferta LOWE była bardzo szeroka. Które obszary cieszyły się największym zainteresowaniem mieszkańców?
PG: W każdej gminie było średnio około dziesięciu różnych szkoleń i warsztatów, więc program był bardzo bogaty. Każdy uczestnik mógł wziąć udział nie tylko w jednym szkoleniu, ale nawet w kilku. Zatem 150 osób, biorąc udział w kilku propozycjach, generowało często ponad 700 uczestnictw w każdym projekcie.
Jeśli chodzi o warsztaty z zakresu kompetencji cyfrowych, były to szkolenia na laptopach „wniesionych pod strzechę”, czyli tam, gdzie mieszkańcy żyją na co dzień. Zajęcia odbywały się w świetlicach wiejskich, klubach seniora, ośrodkach kultury, ośrodkach pomocy społecznej. Prowadzili je profesjonaliści, którzy przekazywali wiedzę praktyczną — taką, która jest potrzebna w codziennym życiu. Programy takie jak e‑urząd, e‑obywatel, e‑służba zdrowia, e‑kultura — wszystko to, co może osobie starszej przybliżyć świat cyfrowy. A wiemy, że niektóre sprawy można dziś załatwić wyłącznie elektronicznie. Dobrym przykładem jest 800+, gdzie wnioski składa się tylko online.
W e‑służbie zdrowia dynamicznie rozwija się system zdalnej rejestracji. To wymaga minimalnej wiedzy, żeby móc z niego korzystać. Podobnie w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa — wiele spraw załatwia się elektronicznie, bez konieczności przychodzenia do urzędu. To oszczędza czas i idzie z duchem czasu.
AG: Dużą częścią programu LOWE była walka z wykluczeniem cyfrowym. Czy to wciąż duży problem w polskich miejscowościach?
PG: Powiem tak: cały czas nawiązuję do dynamicznie rozwijającego się świata cyfrowego. W projekcie, jeśli chodzi o szkolenia cyfrowe, położyliśmy szczególny nacisk na bezpieczeństwo cyfrowe. Wiemy doskonale, ile jest problemów. Prawie codziennie słyszy się o tym, że ktoś został okradziony — na wnuczka, na dziadka, na policjanta. Różne sposoby okradania ludzi powodują, że tracą głowę. Mieliśmy w projekcie żywy przykład uczestnika, który został namówiony hasłem: „Córka miała wypadek”. Już wychodził do banku po pieniądze, a córka weszła do domu i mało nie zemdlał.
Każdy człowiek, którego w ten sposób uda się uratować — jego oszczędności, jego majątek życia — to sukces projektu. Staraliśmy się przekazywać wiedzę praktyczną, taką, która może przydać się w codziennym życiu. Nie uczyliśmy obsługi komputera w sensie poznawania narzędzia, bo każdy ma minimalną wiedzę. Uczyliśmy tego, co niesie życie: rozwój świata cyfrowego, bezpieczeństwo cyfrowe — a w tym zakresie dzieje się bardzo dużo.
AG: Wspominał Pan o tym, że ludzie często nie wiedzą, że coś może być próbą oszustwa. To jest też kwestia pieniędzy. Elementem programu LOWE były zajęcia praktyczne dotyczące gospodarowania budżetem domowym. Czy taka praktyczna wiedza, którą można wykorzystać od razu w codziennym życiu, była dla uczestników szczególnie wartościowa?
PG: Myślę, że tak. Dlatego że każdy próbuje w sposób indywidualny gospodarować swoim budżetem domowym. Natomiast jeżeli zapozna się z metodami, jak wydawać pieniądze, które ciężko ludzie zarabiają albo które otrzymują na emeryturach, to tego typu wiedza, w oparciu o informacje przekazywane przez specjalistów w zakresie bankowości i wydatkowania środków finansowych, może się przydać. Często ludzie próbują żyć ponad stan, a musimy się uczyć i ograniczać do tego, co zarabiamy. To nie jest łatwe. Dlatego wydaje mi się, że tego typu wiedza na pewno w życiu codziennym uczestnikom naszego projektu się przydaje.
AG: Projekt zakładał również wizyty studyjne, czyli możliwość zobaczenia różnych rozwiązań i miejsc w praktyce. Co takie wyjazdy zapewniały, czego nie można było nabyć podczas zwykłych zajęć w sali?
PG: Jeżeli chodzi o wyjazdy studyjne, głównym celem była integracja uczestników projektu. Oni uczestniczyli w różnych zajęciach, szkoleniach, warsztatach — często w bardzo małych, kilkuosobowych grupach. Natomiast wyjazdy studyjne organizowaliśmy dla grup kilkudziesięcioosobowych, autokarowych. Kilka grup wyjechało do Ziołowego Zakątka pod Wysokiem Mazowieckiem. Prowadziłem tam negocjacje, w związku z tym byłem osobiście w tym ośrodku. Wyjątkowo atrakcyjny — pod każdym względem. To jest pragnienie szczególnie osób mieszkających w mieście: wiejskie środowisko, zwierzęta, możliwość zakupu ziół, herbat. Zajęcia warsztatowe, na przykład przygotowywania mieszanek herbacianych, z możliwością zakupu produktów. Oceny uczestników są wyjątkowo dobre — wszyscy z tego typu wyjazdów są zadowoleni.
AG: W podsumowaniu pojawiła się liczba 1920 godzin pracy animatora LOWE. Jaka była funkcja animatora i dlaczego była kluczowa dla projektu?
PG: Animatorów zatrudniali nasi partnerzy. Projekt LOWE w każdej gminie był realizowany przez Naczelną Organizację Techniczną jako lidera oraz przez każdą gminę reprezentowaną przez wójta — gminy Łomża, Piątnicy, Kolna i Grabowa. My z projektu przekazaliśmy środki finansowe na konto każdej gminy, a wójt zatrudnił wybranych przez siebie animatorów.
Animatorzy odpowiadali przede wszystkim za rekrutację uczestników projektu oraz wspomagali nas w przygotowaniu i realizacji poszczególnych szkoleń i warsztatów. To było niezmiernie cenne, ponieważ animatorami zostali ludzie znający lokalne środowisko. W niektórych gminach byli zatrudnieni na cały etat, w innych dwie osoby na pół etatu. Znając potrzeby mieszkańców, kierowali zaproszenia szczególnie do osób, którym tego typu wiedza była potrzebna.
Ale to nie wszystko. Wójtowie zatrudniali również doradców zawodowych. Każdy uczestnik projektu przeszedł dwugodzinne spotkanie z doradcą zawodowym, z psychologiem, który w ramach krótkiej diagnozy określał możliwości i potrzeby danego człowieka. Ta wiedza była przekazywana animatorom i osoby były kierowane na konkretne formy wsparcia. To nie była potrzeba zgłaszana przez uczestnika — to była potrzeba zdiagnozowana przez doradcę. W związku z tym uczestnicy brali udział w tych formach wsparcia, których najbardziej oczekiwali.
AG: LOWE miał być nie tylko szkoleniem technicznym, ale też przestrzenią do spotkań, integracji i aktywizacji mieszkańców. Czy udało się stworzyć taką lokalną społeczność?
PG: Ona w zasadzie jest utworzona, ponieważ projekt został skierowany do mieszkańców każdej gminy, ale propozycje szły przez organizacje, które już na terenie gmin funkcjonują: koła gospodyń wiejskich, kluby seniorów, gminne ośrodki pomocy społecznej. Ta forma aktywności lokalnych społeczności w ostatnich latach bardzo się rozwinęła. W związku z tym animatorzy mieli ułatwione zadanie, gdzie kierować potrzeby w zakresie rekrutacji uczestników.
Niektóre warsztaty były skierowane szczególnie do kół gospodyń wiejskich. Zajęcia były prowadzone praktycznie. Chcieliśmy wykorzystać możliwość kultywowania kulinariów charakterystycznych dla mieszkańców danej gminy. Na zajęciach z instruktorem — zawodowcem — przygotowywano różne potrawy i przystawki. Projekt miał środki na zakup produktów, które były wykorzystywane podczas zajęć. Miałem przyjemność uczestniczyć w jednym podsumowaniu w gminie Łomża — propozycje były wyjątkowo smaczne.
AG: Odbyło się setki godzin zajęć i działań animacyjnych. Co państwo uważają za największy sukces programu LOWE?
PG: Największym sukcesem w każdej gminie jest to, że w ogóle mieliśmy możliwość realizacji projektu. Głównym celem była integracja lokalnego środowiska. Te 150 osób, ale nie tylko — bo padały propozycje, żeby na niektóre zajęcia zapraszać bliskich — tworzyło międzypokoleniową społeczność. Uczestnicy czasem przychodzili ze swoimi wnuczkami, co było jednym z celów integracji.
Ważne było również to, żeby wyciągnąć ludzi z domów, szczególnie w okresie jesienno‑zimowym, kiedy nikomu nie chce się wychodzić. Żeby mogli pójść, porozmawiać, wypić dobrą herbatę czy kawę, zjeść dobre ciasteczko. W niektórych gminach, w oparciu o zajęcia kulinarne, przygotowywano potrawy przez samych uczestników. W gminie Grabowo była osoba, która przygotowywała serwis kanapkowy. Poza wiedzą można było wypić gorącą kawę, zjeść kanapkę czy ciasteczko — i przede wszystkim być między ludźmi. To jest psychologicznie bardzo ważne. Człowiek czuje się inaczej, kiedy może pobyć z drugim człowiekiem. Wydaje mi się, że ten cel integracyjny udało się spełnić bardzo dobrze.
AG: Projekt ma określone ramy czasowe, ale LOWE został pomyślany jako coś trwalszego. Co stanie się z ośrodkami po zakończeniu finansowania? Czy mieszkańcy nadal będą mogli korzystać z jego oferty?
PG: Projekt LOWE w zakresie merytorycznym trwa 12 miesięcy. Z końcem września zamykamy pierwszą część realizacji, ale projekt ma wartość dodaną. W drugim roku uczestnicy będą mogli kontynuować formy wsparcia w oparciu o działania prowadzone w każdym ośrodku LOWE. Ośrodki LOWE — każdy utworzony w oparciu o szkołę podstawową w danej gminie — nadal funkcjonują. Nie kończą działalności. Będą trwały co najmniej do lata przyszłego roku, a może i dłużej. Ponieważ jest taka możliwość, przygotowaliśmy kolejne projekty na realizację drugiego etapu LOWE dla tych samych gmin.Jeżeli wygralibyśmy te konkursy, to w tych samych czterech gminach LOWE byłoby w przyszłym roku kontynuowane, ale również napisaliśmy projekty dla pięciu kolejnych gmin.
Zobaczymy, jakie będą oceny tych projektów. Jeżeli by nam się udało, to wiosną przyszłego roku jest szansa, że w kilku kolejnych gminach uruchomilibyśmy nowe projekty, przy doświadczeniach, jakie posiadamy. Te doświadczenia zostały wykorzystane już w przygotowywanych wnioskach o dofinansowanie. Jest to bardzo ważne, ponieważ mogliśmy udoskonalić to wszystko, co można zrobić jeszcze lepiej niż zrobiliśmy. Zobaczymy, jakie będą tego efekty. Jeżeli nam się uda, to od wiosny przyszłego roku jest szansa, że na terenie powiatu łomżyńskiego i powiatu kolneńskiego rozpoczną się nowe projekty LOWE w nowym rozdaniu.
AG: Kończąc temat LOWE, chciałem zapytać o dwa tematy, które być może są rozbieżne: jak przebiegał kolejny program NOT‑u łomżyńskiego — staże uczniowskie u pracodawców, wsparcie systemu dualnego — oraz kilka słów o Klubie Rozwoju Cyfrowego.
PG: Dziękuję za to pytanie. Jeśli chodzi o staże uczniowskie u pracodawców, projekt był realizowany przez Naczelną Organizację Techniczną we współpracy z Miastem Łomża, z Prezydentem Miasta oraz z Fundacją Filary Rozwoju. Projekt stażowy był skierowany dokładnie do 284 uczniów z łomżyńskich szkół technicznych: zespołu szkół ekonomicznych, mechanicznych, budowlanych i weterynaryjnych.
Z końcem sierpnia zakończyliśmy drugi rok realizacji projektów stażowych. Jesteśmy na etapie podsumowania. Chcę bardzo serdecznie podziękować Panu Prezydentowi Chrzanowskiemu i Panu Wiceprezydentowi Stypułkowskiemu, ponieważ bez nich tego projektu by nie było. My w imieniu miasta projekt realizowaliśmy, natomiast tylko za zgodą prezydentów i Miasta Łomża projekt mógł być realizowany przez NOT i Fundację Filary Rozwoju.
Bardzo się cieszę z efektów. Myślę, że pod koniec listopada będziemy chcieli projekt podsumować. Jest zgoda na przygotowanie konferencji podsumowującej. Poza uczniami w projekcie uczestniczyło dokładnie 89 pracodawców z Łomży, ościennych powiatów i województwa podlaskiego, którzy w okresie wakacji 2025 i 2026 przyjęli uczniów na staże. Myślę, że będzie okazja, żeby ten projekt podsumować na antenie Telewizji Narew.
Jeżeli chodzi o projekt Klubów Rozwoju Cyfrowego, został on złożony w konkursie ogłoszonym przez Program Operacyjny Polska Cyfrowa w Warszawie. Złożyliśmy cztery aplikacje. Jesteśmy po zakończeniu negocjacji. Ten etap przeszło kilka firm i oczekujemy na ostateczne wyniki. Nie chciałbym uprzedzać faktów, bo jeszcze ich nie znamy. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach albo tygodniach zostaną ogłoszone wyniki konkursu.
Projekt Klubów Rozwoju Cyfrowego będzie realizowany w czterech obszarach. Pierwszy obszar łomżyński obejmuje powiat kolneński, miasto Łomża, powiat łomżyński i zambrowski. Drugi obszar to powiaty mazowiecki, węgrowski, siemiatycki i hajnowski. Trzeci obszar to byłe województwo suwalskie. Czwarty obszar to miasto Białystok i ościenne powiaty.
Projekty są niezmiernie ciekawe — z zakresu kompetencji cyfrowych. W obszarze łomżyńskim 2253 osoby, w drugim tyle samo, w suwalskim 2700, w białostockim 6400. Łącznie około 15 tysięcy osób będzie mogło wziąć udział w szkoleniach i warsztatach w latach 2027–2028. Projekt skierowany jest w szczególności do starszego pokolenia. Warunkiem uczestnictwa jest ukończone 18 lat i zamieszkiwanie na terenie województwa podlaskiego.
Jeżeli wygramy któryś z projektów, chcemy skierować go do dwóch środowisk: osób pracujących, aby w dynamicznie rozwijającym się świecie cyfrowym mogli podnosić swoje kompetencje, oraz do starszego pokolenia, aby mogło nabyć kolejne elementy wiedzy potrzebnej w codziennym życiu.
AG: Dziękuję Panu za rozmowę. Moim i Państwa gościem był Dyrektor Piotr Grabani.
PG: Bardzo dziękuję za zaproszenie. Chciałbym Państwa serdecznie zaprosić do wydarzeń, o których rozmawialiśmy. Będziemy poprzez media, poprzez Telewizję Narew, na bieżąco informować o wszystkich propozycjach, jakie będą miały miejsce w najbliższych miesiącach oraz w latach 2027–2029. Bardzo dziękuję.
![Na Starym Rynku - Piotr Grabani, dyrektor Biura Naczelnej Organizacji Technicznej w Łomży - [VIDEO] Na Starym Rynku - Piotr Grabani, dyrektor Biura Naczelnej Organizacji Technicznej w Łomży - [VIDEO]](https://static2.narew.info/data/articles/xl-na-starym-rynku-piotr-grabani-dyrektor-biura-naczelnej-organizacji-technicznej-w-lomzy-video-1789138055-full.jpg)
Komentarze