„Wykopki pod Wiatrakiem” odbyły się w niedzielę, 20 września. Goście ciechanowieckiego muzeum mogli nie tylko obserwować dawne prace polowe, lecz także samodzielnie wziąć w nich udział.
Ziemniaki najpierw wykopywano motykami, później do pracy ruszyła kopaczka konna. Po bronowaniu pola uczestnicy wspólnie zbierali plony. Taką sąsiedzką pomoc nazywano dawniej tłoką.
– Zapraszamy przede wszystkim do czynnej pracy polowej. Wspólnie kopiemy ziemniaki i szatkujemy kapustę. Można nazwać to warsztatami, ale na wsi była to tłoka, podczas której sąsiedzi schodzili się i pomagali sobie w pracy – wyjaśniała Agnieszka Kiersnowska z Działu Etnograficznego Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.
Program obejmował również kiszenie kapusty, wirowanie mleka, oddzielanie śmietany i ubijanie masła. W muzealnych zagrodach prezentowano prace wykonywane jesienią w wiejskich domach i obejściach.
– Można było zobaczyć, jak dawniej przędło się wełnę na kołowrotku, tarło len i konopie, mieliło ziarno w żarnach oraz przygotowywało snopki ze słomy – mówiła Anna Wiśniewska, zastępca dyrektora muzeum.
Zwiedzający przyglądali się także darciu pierza, wyplataniu sznurków oraz przygotowywaniu słomy na strzechę. Pracownicy muzeum wyjaśniali nie tylko sposób wykonywania poszczególnych czynności, ale również ich znaczenie w życiu dawnej wsi.
– Dzisiaj mało kto wie, czym było tarcie lnu. Chodziło o przygotowanie surowca do późniejszego tkania. Pokazujemy również pracę na kołowrotku i darcie pierza, czyli zajęcia wykonywane jesienią, aby przygotować się do zimy – dodała Agnieszka Kiersnowska.
Stuletnia maszyna odzyskała sprawność
Jednym z najważniejszych punktów tegorocznych wykopków było uruchomienie zabytkowego silnika stacjonarnego „Piekarski”, zasilanego gazem drzewnym. Maszynę wyprodukowano w Warszawie w drugiej połowie lat 20. XX wieku. Ma więc około stu lat.
– Jest to jedyny rozpoznany silnik pochodzący z zakładów mechanicznych Piekarskiego w Warszawie. Według naszej wiedzy to również jedyny działający w Polsce silnik stacjonarny tego rodzaju zasilany gazem drzewnym – mówił Marek Wiśniewski, kierownik Działu Techniki Rolniczej Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu.
Maszyna trafiła do muzeum dwa lata temu jako dar. Jej stan był bardzo zły. Brakowało niektórych podzespołów, a po zawaleniu się murowanego budynku, w którym wcześniej pracowała, uszkodzone zostały między innymi kadłub i cylinder.
Konserwację silnika przeprowadzono dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz środkom Województwa Podlaskiego. Po zakończeniu prac maszyna odzyskała sprawność i podczas wydarzenia została zaprezentowana w ruchu.
Chleb bez drożdży, zegarka i wagi
Zapachowi jesiennych prac towarzyszył aromat chleba wypiekanego w tradycyjnym, jednokomorowym piecu. Jego przygotowaniem zajmował się Zbigniew Terewońko, który od lat uczestniczy w wydarzeniach organizowanych przez ciechanowieckie muzeum.
Chleb powstał bez dodatku drożdży, na naturalnym zakwasie z żytniej mąki razowej i żytniej pytlówki. Na dwie części mąki razowej przypadała jedna część pytlówki. Do zaczynu trafiły również sól, cebula oraz miód.
Przygotowanie rozpoczynało się poprzedniego wieczoru. Resztki zakwasu pozostawione w dzieży zalewano ciepłą wodą i łączono z mąką. Po około 12 godzinach zaczyn był gotowy do dalszego wyrabiania ciasta.
– Niczego nie ważę. Wszystko robię na oko i na wyczucie. Dobrze wyrobione ciasto poznaję po tym, że dłonie łatwo z niego wychodzą – tłumaczył Zbigniew Terewońko.
Po wyrobieniu ciasto wygładzano w dzieży i pozostawiano do wyrośnięcia. Następnie przekładano je do form wyłożonych liśćmi chrzanu. Zbigniew Terewońko wykorzystuje także liście winorośli, to jego własny pomysł zaczerpnięty z doświadczeń zdobytych podczas pobytu we Włoszech.
Temperaturę pieca sprawdzano bez termometru. Dawne gospodynie wsypywały na jego dno odrobinę mąki. Jeśli szybko czerniała, oznaczało to, że piec jest zbyt gorący i trzeba go przewietrzyć.
Wypiek trwał około dwóch godzin. Po wyjęciu bochenków skórkę smarowano najpierw wodą, a następnie słoniną, aby zachowała miękkość. Gotowy chleb studzono odwrócony spodem do góry. Dzięki temu skórka nie oddzielała się od miąższu. Jak mówił Zbigniew Terewońko, dawniej tłumaczono dzieciom, że w przeciwnym razie „myszy będą hulały między skórką a chlebem”.
Pokazy prowadzone w muzeum sprawiają, że część gości wraca do domowego wypieku pieczywa. Uczestnicy zabierają porcję zakwasu, a po roku lub dwóch ponownie odwiedzają skansen i opowiadają o własnych bochenkach.
– Można dodawać mąkę pszenną, pestki dyni albo słonecznik. Każdy ma swój sposób. Najważniejsze, żeby włożyć w tę pracę serce i polubić pieczenie chleba – podkreślił Zbigniew Terewońko.
Podczas „Wykopków pod Wiatrakiem” dawna wieś nie była nieruchomą ekspozycją. Uczestnicy weszli na pole, uruchomiona po konserwacji maszyna ponownie zaczęła pracować, a z pieca wyjęto świeże bochenki. Historia była tego dnia nie tylko opowiadana, można jej było dotknąć, spróbować i nauczyć się jej własnymi rękami.
![Ziemniaki, kapusta i stuletni silnik. Jesień pod wiatrakiem - [VIDEO] Ziemniaki, kapusta i stuletni silnik. Jesień pod wiatrakiem - [VIDEO]](https://static2.narew.info/data/articles/xl-ziemniaki-kapusta-i-stuletni-silnik-jesien-pod-wiatrakiem-video-1790251311-full.png)
Komentarze